Marcowe zużycia

09:00 Ania 30 Comments

Ostatni dzień miesiąca jest jak zwykle Dniem Pustych Opakowań:)
Jeśli ciekawi Was, co udało mi się uzbierać w tym miesiącu w mojej denkowej torebeczce, to zapraszam.


Tak prezentuje się cała marcowa gromadka, a teraz czas na poszczególne kategorie.


1. Woda termalna La Roche-Posay 50 ml - w minione wakacje nosiłam ją w torebce i ostatnio doszłam do wniosku, że wypadałoby ją wreszcie wykończyć, więc w marcu służyła mi do zwilżania glinki. Ze względu na takie sporadyczne stosowanie nie wypowiem się, co do jej właściwości. Mogę tylko powiedzieć, że miała fatalny atomizer, który rozpylał duże krople wody i robił to bardzo nierównomiernie. Nie wiem, czy wszystkie wody LRP tak mają, czy tylko mi się trafił jakiś felerny egzemplarz. Jeśli chcecie przekonać się, co myślą o niej inne użytkowniczki, zapraszam: tutaj

2. Avene Cicalfate antybakteryjny krem regenerujący - to już moje drugie opakowanie. Stosuję go tylko do zadań specjalnych, kiedy skóra jest podrażniona, łuszczy się lub zaatakuje mnie nawrót azs. We wszystkich przypadkach sprawdzał się bardzo dobrze, łagodząc podrażnienie i świąd, zmniejszając zaczerwienienie i przyspieszając gojenie.

3. Bioderma Sensibio H20 2x250 ml- ten produkt nie wymaga chyba żadnego komentarza, powiem więc tylko tak: uwielbiam! W zapasie czekają kolejne dwie buteleczki.

4. Bioderma Sebium Gel Gommant złuszczający żel do mycia twarzy - było go już nie wiele i stał nieużywany od września, odkąd to zaczęłam stosować kwasy i odstawiłam mechaniczne zdzieraki. Zużyłam tą resztkę do pleców i dekoltu. Bardzo fajny, delikatny i skuteczny.

5. Maybelline Affinitone Concealer - bardzo fajny lekki i niedrogi korektor, świetnie sprawdza się pod oczy. Kolejne opakowanie mam już w użyciu.

6. Max Factor False Lash Effect - najlepszy drogeryjny tusz do rzęs. Pięknie rozdziela rzęsy, nie skleja i trzyma się cały dzień bez kruszenia i osypywania. Koleje opakowanie już jest w użyciu.

7. Inglot bibułki matujące - dobrze zbierają sebum nie niszcząc makijażu, matują na długo, nie są oprószone pudrem. Również nowe opakowanie jest już w użyciu.


8. Otulające masło do ciała Pat&Rub 2x250 ml - zapach tej serii naprawdę mnie uwiódł, choć nie ukrywam, że nie miałabym nic przeciwko, gdyby było w niej jeszcze mniej cytryny. W kwestii nawilżania masełko niestety nie daje sobie rady z moją bardzo suchą skórą, za to świetnie zmiękcza twardą skórę na łokciach, czy stopach.

9. Otulający balsam do rąk Pat&Rub 2x100 ml - przypadł mi do gustu znacznie bardziej niż masło do ciała. Zimą był nieco za słaby, ale teraz gdy zrobiło się cieplej jego działanie było w zupełności satysfakcjonujące.

10. Lactacyd Femina Plus płyn ginekologiczny - moja ulubiona wersja, o krótkim składzie i dużej zawartości kwasu mlekowego. Nadaje się również do mycia twarzy i włosów.

11. The Body Shop żel pod prysznic o zapachu marakui - bardzo lubię żele TBS: dobrze myją, dobrze się pienią, nie podrażniają i nie wysuszają skóry, pozostawiają na niej delikatną glicerynową powłoczkę. Zapach początkowo bardzo ładny, świeży, owocowy, z czasem jednak zaczął mi pachnieć kocurem (kto miał niewykastrowanego kocura wie o czym mowa). Do tej wersji zapachowej już nie wrócę, ale do innych na pewno. Jedna (czekoladowa) jest już w użyciu, trzy kolejne czekają w zapasie.


12. Farmona Jantar odżywka do włosów i skóry głowy - bardzo fajna wcierka o świetnym działaniu i przyjemnym zapachu. Przyspiesza porost włosów, nie powoduje przetłuszczania. Szykuję się do zakupu kolejnej buteleczki.


I to na tyle jeśli chodzi o marcowe zużycia.
Teraz wszystko leci do kosza, a od jutra zaczynam zbierać od nowa:)




30 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.

Ulubieńcy marca

09:00 Ania 19 Comments

Marzec nieubłaganie dobiega końca, czas więc na małe podsumowania. Zaczniemy od ulubieńców, którzy w tym miesiącu występują w parach:)


Para nr 1: czekoladowy żel pod prysznic i malinowe masło do ciała The Body Shop.


Każdy z tych produktów z osobna zachwyca swym działaniem i zapachem, ale połączone razem stanowią prawdziwą ucztę dla zmysłów. Słodki, kojący zapach płynnej czekolady pozwala się wyciszyć i zrelaksować nawet po najbardziej męczącym dniu, zaś słodko-kwaśny soczysty malinowy zapach masła (przywodzący na myśl malinową Mambę) poprawia nastrój i dodaje pozytywnej energii. Zakochałam się w tym połączeniu, a stosowanie tych produktów stało się moim małym codziennym rytuałem, którego efektem ubocznym jest dobrze nawilżona, miękka i pachnąca skóra.


Para nr 2: czarna marokańska maska Planeta Organica i 100% olejek makadamia .


Dwa produkty, po których zastosowaniu naprawdę widzę poprawę w wyglądzie moich włosów. O masce pisałam Wam już TUTAJ, więc nie będę się powtarzać. Co do olejku zaś, to muszę przyznać, że jest to pierwszy olej (nie licząc arganowego, ale ten potrafi zabijać ceną), który daje u mnie naprawdę widoczne efekty. Po jego zastosowaniu włosy są dobrze nawilżone, miękkie i bardziej mięsiste w dotyku. Nie puszą się, lepiej układają i pięknie błyszczą.


Para nr 3: woda winogronowa i pianka oczyszczająca Caudalie.


O tych produktach też już pisałam, więc odsyłam Was do poświęconych im wpisów (pianka KLIK, woda KLIK). W tym miejscu wspomnę tylko, że dzięki nim naprawdę widzę poprawę w kondycji skóry, zwłaszcza jeśli chodzi o nawilżenie i poprawę kolorytu (jaśniejszy, bardziej jednolity).

Wszystkie te produkty z czystym sumieniem polecam.
A co Was zachwyciło w tym miesiącu?



19 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.

Porównanie róży: MAC, Inglot, Bell

19:57 Ania 35 Comments

Dziś post inspirowany. Kilka dni temu Magda z bloga Megi and I dodała wpis porównujący dwa róże MAC Well Dressed oraz Bell 2skin Pocket Pressed Rouge w odcieniu 052, mianując ten ostatni tańszym odpowiednikiem pierwszego. Ponieważ oba róże miałam i nie do końca zgadzam się z postawioną przez Magdę tezą, postanowiłam zrobić własne porównanie tych produktów, dołączając do nich jeszcze trzeci, który moim zdaniem lepiej sprawdzi się w roli takiego zamiennika.

Oto bohaterowie dzisiejszego wpisu:




1. MAC Well Dressed
2. INGLOT Ultradelikatny róż do policzków nr 72
3. Bell 2skin Pocket Prasowany róż do policzków nr 052

KOLOR:
Wszystkie trzy produkty mają dość podobne kolory. Są to jasne odcienie różu, idealne dla jasnych karnacji i do delikatnych dziennych makijaży. Inglot jest najchłodniejszym odcieniem w tej gromadce, zaś Bell najcieplejszym.

WYKOŃCZENIE:
Inglot jest różem matowym, MAC posiada wykończenie satynowe, zaś w różu Bell znajdziemy drobne błyszczące brokatowe drobinki.

PIGMENTACJA:
Róż z Inglota jest najmocniej napigmentowany z całej trójki i stosunkowo łatwo z nim przesadzić i zrobić sobie krzywdę. Najsłabszą pigmentację posiada róż MAC, który bezpiecznie mogą stosować nawet osoby początkujące. Bell plasuje się gdzieś pośrodku.

KONSYSTENCJA:
Wszystkie trzy produkty są mięciutkie i łatwo je nabrać pędzel. Nie sprawiają problemów przy aplikacji i rozcieraniu. Róże Inglot i Bell nieco łatwiej się kruszą i mogą trochę pylić.

OPAKOWANIE:
Szata graficzna opakowań MAC i Inglot jest minimalistyczna i bardzo do siebie podobna: w obu przypadkach mamy czarny plastik z przeźroczystym wieczkiem. Opakowanie Bell jest mniej eleganckie, ale wciąż miłe dla oka. Opakowanie Inglota jako jedyne ma odkręcane, a nie podnoszone wieczko. Najbardziej solidne opakowanie posiada MAC, najmniej solidne Bell. Z inglotowego wieczka ścierają się napisy.

TRWAŁOŚĆ:
MAC trwa na swoim miejscu cały dzień w niezmienionej formie. Inglot trzyma się równie długo, ale z czasem nieco blednie. Bell znika bez śladu po kilku godzinach.

CENA:
MAC ok. 96 zł
Inglot ok. 19 zł
Bell ok. 10 zł

I jeszcze swatche:




WYNIKI:
I miejsce: MAC
II miejsce: Inglot
III miejsce: Bell


W moim subiektywnym odczuciu wygrywa MAC, za swoją trwałość i bezpieczeństwo stosowania. Natomiast, gdybym miała polecić Wam tańszy zamiennik, zdecydowanie skłaniałabym się ku propozycji Inglota. Za pięciokrotnie niższą cenę otrzymamy niemal równie dobry produkt, w równie pięknym neutralnym odcieniu.





35 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.

Czarna marokańska maska do włosów Planeta Organica

17:47 Ania 14 Comments

Po udanej przygodzie z toskańską maską do włosów Planeta Organica (KLIK) i zrobieniu małego rozeznania, zdecydowałam się od razu na zakup kolejnej maski z tej serii. Tym razem wybrałam wariant, który zbiera najbardziej pozytywne opinie, czyli czarną marokańską maskę przeciw wypadaniu włosów.


Opis producenta:
Czarna marokańska maska dla włosów stworzona na bazie cennego organicznego oleju arganowego – jednego z najrzadszych i najdroższych olei na świecie. Olej zawiera wysoki procent witamin E i F, intensywnie odżywia i pielęgnuje osłabione włosy. Olej neroli przywraca włosom elastyczność, pozostawia wykwintny niepowtarzalny aromat. Olej wawrzynu szlachetnego (laurowy) jest naturalną ochroną przed zanieczyszczonym środowiskiem i źródłem witamin dla skóry głowy i włosów. Wzmacnia korzenie i zapobiega wypadaniu włosów. Czarna oliwka zawiera 16 podstawowych aminokwasów, które są niezbędne włosom i skórze. Oliwa z oliwek odżywia włosy, natychmiast zwilża i dodaje włosom miękkości.

Skład:
Aqua with infusions of Organic Argania Spinosa Kernel Oil, Organic Citrus Aurantium Amara Flower Oil, Laurus Nobilis Leaf Extract, Olea Europaea Fruit Oil, Eucalyptus Globulus Leaf Oil, Lavandula Angustifolia (Lavender) Oil, Origanum Vulgaris Extract, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Srearate, Behentrimonium Chloride, Cetyl Ether, Isopopyl Palmitate, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Parfum, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Citric Acid.

Cena:
ok. 29 zł/300 ml

Moja opinia:
Maska zamknięta jest w opakowaniu w formie słoiczka, wykonanego z przeźroczystego plastiku. Szata graficzna etykiety na boku opakowania oraz czarnej plastikowej zakrętce przywodzi na myśl produkty orientalne. Sama maska posiada gęstą konsystencję i dość intensywny orientalno-ziołowy zapach, który jednak nie utrzymuje się długo na włosach. Łatwo rozprowadza się na włosach, nie spływa. Swoim ciemnozielonym kolorem przypomina błoto.


Jeśli chodzi o działanie maski, to jest ono rewelacyjne! Tutaj od razu zaznaczę, że maska raczej nie sprawdzi się na włosach podatnych na obciążenie (chyba, że raz na jakiś czas w ramach intensywniejszej kuracji), bo będzie dla nich po prostu za ciężka. Za to dla włosów suchych powinna być jak znalazł. Maskę nakładam na umyte włosy i skórę głowy na co najmniej kilkanaście minut do godziny pod czepek. Po zmyciu włosy są niesamowicie miękkie i miłe w dotyku oraz nawilżone aż po same końce. Maska świetnie je wygładza zwiększając połysk i niemal całkowicie likwidując puszenie. Co prawda nie zauważyłam by w jakikolwiek sposób zmniejszyła wypadanie włosów, ale to jak wpływa na ich wygląd w zupełności mi wystarcza. Nakładana na skórę głowy nie wywołała podrażnień ani łupieżu, nie przyspiesza przetłuszczania się włosów.


Gdybym miała wybierać między wersją marokańską a toskańską, to marokańska zdecydowanie wygrywa. Robi z włosami praktycznie to samo, co maska toskańska tylko ze zdwojoną siłą. Plusem jest też jej mniej intensywny i duszący zapach, który szybciej ulatnia się z włosów, i który łatwo można zamaskować ładnie pachnącą odżywką bez spłukiwania, jeśli ktoś nie lubi takich ziołowych zapachów.

Zdecydowanie polecam!



14 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.

Wyniki rozdania

18:42 Ania 5 Comments

Weekend nieubłaganie dobiega końca, część z Was pewnie już myślami jest w szkole/pracy. Aby więc uprzyjemnić Wam te ostatnie niedzielne godziny przychodzę do Was z wynikami rozdania.

Otulający scrub cukrowy Pat&Rub wędruje do...

 
 
Gratulacje!
 
Pozostałym dziękuję serdecznie za udział :) 
 
 

5 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.