Projekt denko kwiecień 2014

18:20 Ania 30 Comments

I tak oto nadszedł ostatni dzień kwietnia. Zanim udacie się na majówkę zapraszam Was na szybki przegląd kwietniowych zużyć.


W tym miesiącu nie ma tego dużo, ale większość produktów służyła mi wiernie, więc zasłużyli by mieć swoje ostatnie 5 minut.


1. Woda winogronowa Caudalie (KLIK) -odpowiednik wód termalnych stworzony na bazie ekologicznego ekstraktu z winogron. Świetnie nawilża, łagodzi zaczerwienienia i podrażnienia, poprawia ogólny wygląd skóry. Z pewnością jeszcze nie raz będę do niej wracać.

2. Bioderma Sensibio H2O (2x250 ml) - tego produktu chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Uwielbiam go i tyle, lepszego nie ma. Kolejna buteleczka w użyciu.

3. Bioderma Matricium (KLIK) - sterylny wyrób medyczny w postaci jednorazowych ampułek. Nawilża i regeneruje skórę, wygładza drobne zmarszczki, wyrównuje koloryt. Naprawdę warto zafundować skórze taką kurację, ja kolejną planuję jesienią.

4. Bioderma Photoderm Max Fluide SPF 50+ - mój ulubiony krem z filtrem przeznaczony specjalnie do skóry tłustej i mieszanej. Zapewnia długotrwałą ochronę przed słońcem, nie bieli, nie zapycha. Nadaje się pod makijaż. Kolejna tubka jest już w użyciu.

5. Bioderma Sensibio Eye - mój ulubiony krem pod oczy. Dobrze nawilża, nadaje się pod makijaż, a dzięki zawartości kofeiny zmniejsza moje cienie pod oczami. Kolejna tubka w użyciu.

6. Olejek tamanu Biochemia Urody - dzięki swoim właściwościom regenerującym, antybakteryjnym, przeciwwirusowym i przeciwgrzybiczym świetnie sprawdza się do stosowania na wypryski, zajady, tzw. zimno oraz wszelkiego rodzaju skaleczenia i zadrapania. Kolejna buteleczka w użyciu.

7. Balsam do ust Nuxe (KLIK) - najlepszy balsam do ust jaki w życiu miałam. Poprawia kondycję suchych i spierzchniętych ust w ekspresowym tempie. Dzięki nieco tępej konsystencji idealnie nadaje się pod kolorowe pomadki nie zmniejszając ich trwałości. Z pewnością zamówię kolejne opakowanie.


8. Facelle Sensitive - kupiłam go z myślą o myciu włosów, ale w tej kwestii tak średnio przypadł mi do gustu. Głównie przez to, że jest jakiś taki lepki. Jako produkt do higieny intymnej jest całkiem ok: nie wysusza, nie podrażnia. Być może jeszcze kiedyś po niego sięgnę.

9. Mleczko pielęgnacyjne Hipp (KLIK) - ten produkt dosłownie wymęczyłam. Lekkie, delikatne mleczko, które nie robiło z moją skórą dosłownie nic. Nawilżenie bardzo słabe, znika w kilka chwil po aplikacji, przy nakładaniu trzeba się trochę namachać, bo mleczko lubi się mazać. W tym przypadku powrotu z pewnością nie będzie.

10. Bioderma Atoderm Mains (KLIK) - krem do rąk do skóry suchej, bardzo suchej i atopowej. Całkiem dobry produkt, nic zarzucić mu nie mogę, ale też nie ujął mnie niczym szczególnym. Raczej nie sięgnę po niego ponownie.

11. Czekoladowy żel pod prysznic The Body Shop - jego apetyczny zapach płynnej czekolady umilał mi ostatnie dni zimy i początek wiosny. Żele TBS bardzo polubiłam: dobrze się pienią, nie wysuszają skóry i pięknie pachną. W zapasie mam jeszcze trzy buteleczki w różnych wariantach zapachowych. Do czekoladowej z pewnością kiedyś jeszcze wrócę.

12. Krem do rąk Caudalie (KLIK) - bardzo fajny krem do rąk o przyjemnym grejpfrutowym zapachu. Doskonale nawilża, szybko się wchłania. Myślę, że jeszcze się spotkamy.

13. Malinowe masło do ciała The Body Shop - masła do ciała TBS uwielbiam, jak dotąd nie znalazłam lepszych. Mocno nawilżają skórę, dając długotrwałe uczucie komfortu. Wersja malinowa urzekła mnie swoim zapachem. Nie mogłam przestać jej wąchać i z żalem w sercu patrzyłam na powiększające się denko. Z pewnością jeszcze nie raz po nią sięgnę.


14. Olejek makadamia - jeden z olejków, który najlepiej się sprawdzał na moich włosach i dawał naprawdę widoczne efekty. Aktualnie testuję olej kokosowy, ale do makadamii z pewnością powrócę.

15. Jedwab w płynie Green Pharmacy (KLIK) - stosuję od ponad roku i na razie nie planuję zmian. Moje końcówki bardzo lubią to serum. Odkąd je stosuję nie mam problemów z rozdwajaniem. Kolejna buteleczka już stoi w łazience.

I to na tyle. Teraz mogę się już tego wszystkiego pozbyć i z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku oddać się majowemu lenistwu. 



30 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.

Korektor L'Oreal True Match

18:48 Ania 23 Comments

Korektor L'Oreal True Match kupiłam pod wpływem filmiku Red Lipstick Monster (KLIK) na temat korektorów właśnie. Jasny odcień, nie ciemnieje, uniwersalny w zastosowaniu, trwały, łatwo dostępny i niedrogi - brzmi jak ideał. Pobieżny rekonesans w necie, pozytywne opinie i po następnej wizycie w Rossmannie był już mój.


Opakowanie typowe, nic ciekawego poza tym, że srebrna zakrętka masakrycznie się brudzi. Zastawia na niej ślad każdy, nawet najmniejszy dotyk. Standardowy błyszczykowy aplikator, kolor (1 Ivory) jasny, typowo żółty, bez choćby najmniejszej domieszki różu. Idealny dla osób o naprawdę jasnej karnacji, faktycznie nie ciemnieje. 
 



Konsystencja bardzo rzadka, krycie średnie. Z niewielkimi cieniami i zaczerwienieniami powinien sobie poradzić, ale nie nadaje się do stosowania na wypryski. Trwałość różna w zależności od miejsca aplikacji. O ile pod oczami trzyma się dzielnie, o tyle z twarzy ściera się szybko, a w strefie T lubi się warzyć (podejrzewam, że po prostu nie lubi się z tłustą skórą, być może na normalnej/suchej byłoby ok). 


Podsumowując, jako korektor pod oczy produkt spisuje się naprawdę nieźle. Duży plus za naprawdę jasny kolor, bez różowych tonów.  Mimo to jednak, nie podbił mojego serca i raczej nie wróżę nam wspólnej przyszłości.



23 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.

Na trądzik i AZS - regenerujący płyn osuszający Bioderma

12:31 Ania 17 Comments

Pozostajemy w tematyce pielęgnacji skóry z azs. Dziś chciałabym pokazać Wam drugi produkt Biodermy przydatny przy leczeniu tego schorzenia, ale nie tylko. Mowa o regenerującym płynie osuszającym Cicabio Lotion.


Opis producenta:
Dzięki unikalnej formule absorbującej wilgoć, jest idealnym rozwiązaniem przy ranach sączących się
• Pochłania wilgoć (krzemian magnezu, dwutlenek krzemu, tlenek cynku)
• Optymalizuje etap początkowy gojenia się rany (resveratrol oraz siarczan miedzi)
• Pobudza etap naprawy i dojrzewania komórek (Centella Asiatica)
• Oczyszcza ranę i zapobiega infekcji (siarczan miedzi i cynku)
• Tworzy „oddychający opatrunek” i zapobiega utracie wody z naskórka (kwas hialuronowy)
• Skutecznie łagodzi ból, a tym samym eliminuje uczucie dyskomfortu (opatentowany kompleks ANTALGICINE®)

Wskazania:
Ospa wietrzna (przyspiesza gojenie zmian, absorbuje sączenie, ogranicza świąd i potrzebę drapania się znacznie poprawiając komfort i łagodząc przebieg choroby)
• Sączące wysięki przy Atopowym Zapaleniu Skóry, sączące zmiany przy odparzeniach, sączące zmiany trądzikowe
• Pielęgnacja pępka noworodków, zmiany sączące przy pieluszkowym zapaleniu skóry
• Trudno gojąca się opryszczka z sączeniem 
 Sposób użycia:
Ze względu na zawartość pudru krzemionkowego przed użyciem należy produkt wstrząsnąć. Następnie nanieść niewielką ilość preparatu na sączące miejsce i zaczekać aż płyn „zastygnie”. W razie potrzeby aplikację powtórzyć, tak aby Cicabio Lotion pokrył całą ranę. Produkt należy stosować 2-3 razy dziennie do czasu ustania sączenia.
Skład:
 WATER (AQUA), FRUCTOOLIGOSACCHARIDES, ZINC OXIDE, SILICA, BUTYLENE GLYCOL, LITHIUM MAGNESIUM SODIUM SILICATE, MANNITOL, XYLITOL, RHAMNOSE, L AMINARIA OCHROLEUCA EXTRACT, ZINC SULFATE,
COPPER SULFATE, VITIS VINIFERA (GRAPE) VINE EXTRACT, ASIATICOSIDE,
ASIATIC ACID, MADECASSIC ACID, SODIUM HYALURONATE, CAPRYLIC/
CAPRIC TRIGLYCERIDE, LAURETH-3, HYDROXYETHYLCELLULOSE,
ACETYL DIPEPTIDE-1 CETYL ESTER, CITRIC ACID
Cena:
ok. 30-45 zł/40 ml

Moja opinia:
Produkt zamknięty jest w opakowaniu w formie smukłej plastikowej buteleczki z wąskim aplikatorem. Nie posiada żadnej zatyczki, przed pierwszym użyciem musimy po prostu odciąć nożem plastikowy dziubek na końcu aplikatora. Dalej otwieranie i zamykanie buteleczki odbywa się poprzez przekręcenie nakrętki.


Cicabio Lotion ma postać beżowego płynu, który po nałożeniu na skórę i rozsmarowaniu zasycha, tworząc  białą pudrową skorupkę. Ze względu na to, lotion nadaje się tylko do stosowania na noc lub w ciągu dnia kiedy przebywamy w domu.



Testowałam preparat zarówno na zmianach azs, jak i na sączących zmianach trądzikowych i w obu przypadkach sprawdził się rewelacyjnie. Szybko likwiduje sączenie (w przypadku pojedynczych krostek wystarczy nałożyć go na kilkanaście minut, potem zmyć i spokojnie możemy nakładać makijaż), naprawdę przyspiesza gojenie, a także łagodzi i zmniejsza świąd. Jedyne do czego można by się przyczepić to fakt, że osuszając zmianę płyn wysusza również naskórek, tworząc w miejscu aplikacji coś w rodzaju strupka. Nie jest to jednak jakiś straszny problem, wystarczy po prostu w międzyczasie zadbać o odpowiednie nawilżenie i natłuszczenie (ja po prostu po zmyciu lotionu nakładałam odrobinę olejku tamanu).

Podsumowując, jestem bardzo zadowolona z działania tego produktu. Wcześniej stosowałam Puder Płynny Aflofarm, który działa na podobnej zasadzie, ale muszę przyznać, że Cicabio Lotion spisuje się znacznie lepiej. W połączeniu z olejkiem tamanu i Avene Cicalfate pomaga mi utrzymać skórę w ryzach bez konieczności ciągłego stosowania antybiotyków, czy sterydów. Z pewnością zostanie ze mną na dłużej.


17 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.

Krem do rąk dla skóry atopowej

09:00 Ania 18 Comments

Bioderma Atoderm Mains to regenerujący krem do rąk przeznaczony specjalnie do pielęgnacji skóry atopowej, suchej i bardzo suchej. Producent zaleca stosowanie produktu jeśli mamy problem ze zniszczoną, podrażnioną, spierzchniętą i popękaną skórą dłoni. Krem ma nam zagwarantować efekt długotrwałego nawilżenia, zapewnić natychmiastowe uczucie komfortu, ograniczyć ściągnięcie oraz trwale poprawić kondycję skóry.


Skład:
AQUA/WATER/EAU, GLYCERIN, OCTYLDODECANOL, PARAFFINUM LIQUIDUM/ MINERAL OIL/HUILE MINERALE, CETEARYL ALCOHOL, GLYCERYL STEARATE, CETEARETH-12, CETEARETH-20, DIMETHICONE, STEARIC ACID, MANNITOL, XYLITOL, RHAMNOSE, FRUCTOOLIGOSACCHARIDES, LAMINARIA OCHROLEUCA EXTRACT, ACRYLATES/C10-30 ALKYL ACRYLATE CROSSPOLYMER, XANTHAN GUM, POTASSIUM SORBATE, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, DISODIUM EDTA, SODIUM HYDROXIDE, SALICYLIC ACID, PHENOXYETHANOL, CHLORPHENESIN, FRAGRANCE (PARFUM)

 Cena:
ok. 10-25 zł/50 ml


Krem posiada bardzo lekką konsystencję oraz delikatny, neutralny zapach. Małe opakowanie jest idealne do torebki. Łatwo się rozprowadza, szybko wchłania, nie pozostawia tłustej warstwy. Mimo swojej lekkości całkiem nieźle radzi sobie z nawilżeniem dłoni, dając długotrwałe uczucie ulgi. Nie mniej jednak lepiej sprawdza się przy skórze zdrowej, niż dotkniętej egzemą. W trakcie leczenia zmian, kiedy skóra pęka, łuszczy się i pokrywa suchą skorupą produkt okazuje się za mało treściwy i natłuszczający, i musiałam wspomagać się olejkiem tamanu. Nie mniej jednak, jeśli macie zdrową skórę, której jedynym problemem jest suchość, albo macie azs i szukacie czegoś na czas remisji choroby, to warto go wypróbować.


18 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.

Haul zakupowy kwiecień 2014

09:49 Ania 33 Comments

Nie wiem jak Wy, ale ja się czuję po świętach strasznie rozleniwiona:) Dlatego dziś będzie krótko, luźno i przyjemnie. Zapraszam na obiecaną drugą część kwietniowych nowości.


Początek wiosny to dla mnie czas alergii i nawrót azs. W tym roku niestety nie było inaczej. Zmiany jak zwykle pojawiły się na dłoniach, więc zaopatrzyłam się w regenerujący krem do rąk przeznaczony specjalnie do pielęgnacji skóry atopowej Bioderma Atoderm Mains. Dodatkowo żeby przyśpieszyć gojenie egzemy i zmniejszyć uciążliwe swędzenie zakupiłam regenerujący płyn osuszający do zmian sączących Bioderma Cicabio Lotion. Postanowiłam również powtórzyć kurację ampułkami Matricium Biodermy, żeby odżywić i zregenerować po zimie skórę twarzy.


Dzięki uprzejmości mojej siostry w mojej skromnej lakierowej kolekcji pojawił się kultowy i bardzo uniwersalny lakier Essie Mademoiselle, a jako osoba niecierpliwa, nie lubiąca czekać godzinami aż lakier wyschnie na 100% zaopatrzyłam się również w równie kultowy top coat Essie Good to go. Kiedy siostra robiła dla mnie zakupy, akurat trwała w Hebe jakaś promocja i do zakupów dostałam miniaturkę lakieru Essie Naughty Nautical.


Zaraz na początku kwietnia zamówiłam swój pierwszy w życiu krem BB. Zdecydowałam się na polecany przez Nissiax Dr G Brightening Balm w nowszej jaśniejszej wersji Super Light. Po obejrzeniu na YT filmiku Red Lipstik Monster o korektorach (KLIK) będąc w Rossmannie wrzuciłam do koszyka korektor L'Oreal True Match. Zaś dzięki uprzejmości drugiej siostry, trafił do mnie pierwszy wiosenny wosk Yankee Candle Honey Blossom.

I to na tyle jeśli chodzi o kwietniowe nowości (były jeszcze małe zakupy z Oragnique, które pokazywałam już TUTAJ). Większość z tych produktów jest już od 2-3 tygodni w użyciu, niektóre nawet już się kończą (krem do rąk), więc recenzji możecie spodziewać się w niedalekiej przyszłości.


33 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.

Wesołego Alleluja!

11:43 Ania 11 Comments

Moje Drogie! 
Korzystając z wolnej chwili między ostatnimi świątecznymi porządkami, postanowiłam zajrzeć tutaj i złożyć Wam serdeczne życzenia.


W imieniu swoim i uśmiechniętego cukrowego baranka życzę Wam tradycyjnie smacznego jajeczka i mokrego Dyngusa. Odpoczywajcie, cieszcie się wiosną i wcinajcie te wszystkie wielkanocne mazury i baby bez najmniejszych wyrzutów sumienia.
Ściskam Was mocno i do zobaczenia po świętach:*


11 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.

Upominki ze spotkania blogerek urodowych we Wrocławiu

15:37 Ania 34 Comments

Żeby łatwiej ogarnąć moje kwietniowe nowości, postanowiłam podzielić je na dwie części. Dziś pokażę Wam to, co trafiło do mnie w ramach upominków ze spotkania blogerek we Wrocławiu (KLIK), zaś w części drugiej to, co sama zakupiłam w tym miesiącu.

Firma Pierre Rene (KLIK) zadbała o nasz makijaż. W paczuszce od nich znalazłyśmy bowiem transparentny puder w gadżeciarskim opakowaniu z ukrytym lusterkiem i schowkiem na puszek, bronzer, krem CC, sztuczne rzęsy, kosmicznie wyglądający eyeliner oraz cudownie miękką, ale strasznie grubą kredkę w uroczym sztyfcie z wstążeczką.



Szczotkarnia (KLIK) obdarowała nas szczotkami z naturalnego włosia. Mi trafiła się szczotka do włosów wykonana ze szczeciny dzika, w pięknej oprawie z ciemnego drewna. Nie miałam szczotki z naturalnego włosia, więc jestem bardzo ciekawa jak się sprawdzi.


Od Michaliny, przedstawicielki Oriflame, dostałyśmy prezenty niespodzianki, które same miałyśmy sobie wylosować. Mi trafił się czekoladowy balsam do ust.


Firma Biały Jeleń (KLIK) podarowała nam swój hipoalergiczny krem do rąk. Jako, że jestem alergikiem z azs i to właśnie najczęściej na dłoniach obserwuję nawrót choroby, chętnie go przetestuję.


Firma Joanna (KLIK) z kolei przekazała nam produkty do pielęgnacji włosów. W skład zestawu wchodzą szampon, odżywka do spłukiwania oraz odżywka w sprayu.


Kompleksową pielęgnację zapewniła nam firma Świt Pharma (KLIK), od której otrzymałyśmy zestaw kosmetyków marki Exclusive do pielęgnacji twarzy (maseczka hialuronowa w płatku), dłoni (krem + rękawiczki) oraz stóp (krem + skarpetki), zestaw kosmetyków marki Prestige: ujędrniający płyn micelarny, kolagenowe serum do rąk, hialuronowe płatki pod oczy oraz próbki kremów Hyaluronic Repair oraz Active Lifting, a także wodę toaletową o zapachu magnolii i antybakteryjny żel do rąk.






Na koniec zostawiłam upominki od firmy Lefrosch (KLIK), o której przyznam szczerze nigdy wcześniej nie słyszałam, a której krem Pilarix z 20% mocznikiem i 2% kwasem salicylowym, bardzo mnie zainteresował. Oprócz kremu mocznikowego, firma przekazała nam również krem nawilżająco matujący Base Matt, który możemy stosować jak zwykły krem na dzień lub jako bazę pod makijaż.


I to na tyle, jeśli chodzi o upominki ze spotkania. Dajcie znać, jeśli coś Wam wpadło w oko. Wszystkim sponsorom jeszcze raz serdecznie dziękuję, a Was zapraszam wkrótce na drugą część nowości.


34 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.

Spotkanie Blogerek Urodowych we Wrocławiu - fotorelacja

10:13 Ania 25 Comments

W minioną sobotę 12 kwietnia miałam okazję uczestniczyć w Spotkaniu Blogerek Urodowych we Wrocławiu organizowanym przez Magdę z bloga Mademoiselle Magdalene.


Spotkanie odbyło się w bardzo klimatycznej herbaciarni K2 przy ulicy Kiełbaśniczej. Widać, że miejsce to cieszy się dużą popularnością, bo gdy rozpoczynałyśmy nasze spotkanie o godzinie 15 lokal był prawie pusty, natomiast gdy kończyłyśmy ok. 18 nie było już wolnych stolików.



Spotkanie miało bardzo kameralny charakter, bo było nas zaledwie siedem, ale za to (albo dzięki temu) przebiegło w bardzo miłej atmosferze. Zostałyśmy uraczone wyborem pysznych herbat oraz paterą słodkości, a jak wiadomo takie zestawienie sprzyja dobrym humorom:)


Nie ukrywam, że przed spotkaniem trochę się stresowałam, ale jak się okazało zupełnie nie potrzebnie. Dziewczyny okazały się przesympatyczne, a Magda tak zadbała o organizację, że te trzy godziny minęły mi niesamowicie szybko.

W trakcie spotkania czekały nas dwie niespodzianki. Jedną z nich była wizyta prześlicznej i przemiłej Michaliny z Oriflame, która opowiedziała nam trochę o firmie i wykonała dla nas pokaz makijażu. My w tym czasie mogłyśmy pooglądać i pomacać wszystkie kosmetyki, którymi się posługiwała.



Drugą niespodzianką były upominki od sponsorów.


Na koniec wszystkie złożyłyśmy pamiątkowe buziaczki i podpisy na przygotowanych wcześniej przez Magdę kartkach z logo naszego spotkania.


Naprawdę cieszę się, że mogłam wziąć udział w takim spotkaniu. Jeszcze raz dziękuję Magdzie za zaproszenie i cały trud jaki musiała włożyć w jego organizację. Dziękuję również Agacie, naszej pani fotograf za piękne zdjęcia (sama zupełnie nie miałam głowy do ich robienia) oraz wszystkim sponsorom (upominki, które otrzymałyśmy pokażę w osobnym wpisie).


Sponsorzy spotkania:




Pozostałe uczestniczki:


25 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.

Haul zakupowy Organique

16:07 Ania 21 Comments

W miniony weekend miała miejsce akcja promocyjna organizowana przez magazyn Twój Styl, w ramach której mogłyśmy skorzystać ze zniżki na zakupy w wielu różnych sklepach, również tych kosmetycznych. Korzystając więc z krótkiego pobytu we Wrocławiu przypuściłam szturm na salon Organique i kupiłam kilka produktów, które od dawna wisiały na mojej zakupowej liście.


Skusiłam się na dwa masła do ciała (czekoladowe oraz mleko i liczi), mały olej kokosowy oraz białą glinkę. Poprosiłam również o próbkę słynnego peelingu enzymatycznego. 

 Za namową Make-up by Mags zaopatrzyłam się także w rękawicę Kessa.


Pokus było znacznie więcej, ale dzielnie trzymałam się przygotowanej wcześniej listy, a do innych sklepów objętych akcją przezornie nawet nie zajrzałam, co by nie kusiły.

A Wy dałyście się porwać zakupowemu szaleństwu?
Jeśli tak, koniecznie pochwalcie się co kupiłyście:)


21 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.

Biovax Naturalne Oleje odżywka bez spłukiwania

17:20 Ania 18 Comments

Odżywek bez spłukiwania w sprayu nie używałam już od bardzo dawna, zwykle ograniczając się do serum z Green Pharmacy. Jednak po zimie zauważyłam, że często moje włosy między jednym myciem a drugim stają się suche i szorstkie, wymagają dodatkowej porcji nawilżenia. Postanowiłam więc wrócić do tego kroku w pielęgnacji moich włosów, a po przejrzeniu opinii na Wizażu mój wybór padł na dwufazową odżywkę bez spłukiwania z serii Biovax Naturalne Oleje.


Odżywka zamknięta jest w plastikowej buteleczce z atomizerem, która swoim kształtem przypomina mi gruszki do nosa dla małych dzieci. Niestety średnio wygodnie leży w dłoni, zwłaszcza kiedy próbujemy psikać włosy trzymając buteleczkę w innej pozycji niż pionowa. Składa się się ona (odżywka, nie buteleczka) z dwóch faz: odżywiania i pielęgnacji. Faza odżywiania zawiera odpowiednio zbilansowane witaminy, minerały, lipidy, proteiny i cukry, niezbędne naszym włosom do prawidłowego funkcjonowania. Faza pielęgnacji zaś, zawiera tytułowe naturalne oleje: arganowy, makadamia i kokosowy, mające zapewnić włosom elastyczność i blask. Przed użyciem należy wstrząsnąć buteleczką, aby obie fazy dokładnie się połączyły.


Skład:
Aqua, Cyclopentssiloxane, Glycerin, Betaine, Argania Spinosa Kernel Oil, Macadamia Integrifolia Seed Oil, Cocos Nucifera Oil, Royal Jelly Collagen, Lactic Acid, Polyquaterinum- 16, Parfum, Phenyl Trimethicone, Cetyl PEG/PPG- 10/1 Dimethicone, Cetrimonium Chloride, Tetrasodium EDTA, Methylisothiszolinone, Sodium Sulfate, Sodium Chloride, Sodium Hydroxide, Hexyl Salicylate, Citronellol, C.I. 15985.

Cena:
ok. 15 zł/200 ml


Odżywkę stosuję po myciu na mokre włosy, a także między myciami, kiedy czuję, że włosy tego potrzebują. W obu przypadkach sprawdza się świetnie, nie skleja włosów i nie powoduje ich przetłuszczania. Nawet kiedy zdarzyło mi się przesadzić i włosy były wręcz mokre od odżywki, kiedy wyschły wszystko było ok (no na początku były trochę usztywnione jak od cukru, ale wystarczyło przejechać kilka razy szczotką i wszystko wróciło do normy). Jak dla mnie odżywka ma same plusy: ułatwia rozczesywanie, ogranicza puszenie, włosy są po niej dobrze nawilżone, gładkie i miękkie w dotyku. Błyszczą i lepiej się układają. W dodatku przepięknie pachnie, co znacznie uprzyjemnia stosowanie.

Poza nieporęczną buteleczką, nie dostrzegam żadnych wad w tym produkcie i z pewnością będę do niego wracać. Z chęcią wypróbuję również inne odżywki bez spłukiwania Biovax, ale podejrzewam, że ze względu na wysoką wydajność odżywki nie nastąpi to prędko:)



18 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.

ANNY Sweet Muse

09:11 Ania 31 Comments

Lakier do paznokci ANNY w odcieniu 248 Sweet Muse to uroczy baby pink zamknięty w gustownej kwadratowej buteleczce z grubego szkła. Dziewczęcy, radosny. Idealny na wiosnę i lato




Lakier posiada całkiem szeroki pędzelek, dzięki czemu łatwo się aplikuje. Nawet w moich niewprawnych rękach nie wylewa się poza płytkę paznokcia. Do pełnego krycia potrzebuje dwóch warstw. Schnie bardzo szybko. Trwałość bardzo dobra, nałożony na odżywkę z Inglota trzyma się nawet do 6 dni z lekko startymi końcówkami (choć to akurat jak wiadomo zależy głównie od tego, jak intensywnie eksploatujemy nasze dłonie). Nie barwi płytki paznokcia, zmywa się bez problemów.

Cena:
ok. 45 zł/15 ml

Przyznam szczerze, że nie jestem specem od lakierów. Nie lubię (i nie potrafię) malować paznokci, więc jak już to robię chcę żeby kolor został ze mną na długo. Malowanie co dwa dni w moim przypadku odpada. Pod tym względem ANNY ze swoją wysoką trwałością spisuje się naprawdę świetnie. Jeśli macie większe doświadczenie z lakierami tej marki, koniecznie dajcie znać, co o nich sądzicie i jak się u Was sprawują.


31 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.

Krem do rąk Caudalie

12:20 Ania 15 Comments

Przygodę z marką Caudalie zaczęłam stosunkowo niedawno od trzech produktów, które opisywałam TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ. Wszystkie sprawdziły się bardzo dobrze, więc kiedy stanęłam przed koniecznością zakupu nowego kremu do rąk, postanowiłam pójść za ciosem i sięgnęłam po produkt właśnie tej marki.


Regenerujący krem do rąk i paznokci Caudalie zawiera aż 98% składników pochodzenia roślinnego. Ma za zadanie intensywnie nawilżać, chronić i regenerować skórę dłoni. Skład kremu, podobnie jak opakowanie, przeszedł niedawno mały lifting, więc zamieszczam aktualną wersję. Poprzednią (i stare opakowanie) możecie znaleźć na wizażu (KLIK).

Skład:
Aqua (Water), Glycerin, Cetearyl Alcohol, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Glyceryl Stearate, Butyrospermium Parki (Shea) Butter Extract, Parfum (Fragrance), Coco-Caprylate, Sodium Cetearyl Sulfate, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Palmitoyl Grape Seed Extract, Tocopheryl Acetate, Caprylyl Glycol, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate, Crosspolymer, Potassium Sorbate, Phytosterols, Olea Europaea (Olive) Friut Oil, Sodium Hydroxide, Carbomer, Sodium Carboxymethyl Beta-Glucan, Tocopherol, Limonene, Linalool, Geraniol.


Opakowanie kremu to miękka plastikowa tubka stylizowana na metalową. Ciemno-fioletowa zakrętka zamykana na kilk współgra kolorystycznie z minimalistycznym nadrukiem na etykiecie, przedstawiającym charakterystyczną dla marki kiść winogron.


Sam krem posiada lekką konsystencję, dzięki czemu łatwo się rozprowadza i szybko wchłania nie pozostawiając tłustej warstwy. Jest bardzo wydajny, wystarczy dosłownie odrobina żeby posmarować obie dłonie. Stosowanie kremu uprzyjemnia świeży cytrusowy zapach (dla mnie jest to zapach czerwonego grejpfruta), który jeszcze długo utrzymuje się na dłoniach, a podczas aplikacji jest dobrze wyczuwalny przez otoczenie.


Krem bardzo dobrze spełnia swoje zadanie, intensywnie nawilżając i przynosząc ulgę suchym dłoniom. Przy regularnym stosowaniu skóra rąk staje się wyjątkowo miękka i gładka, poprawia się wygląd skórek wokół paznokci. Co ważne, działanie kremu nie jest tylko doraźne. Odkąd go stosuję nie muszę po każdym, nawet najmniejszym kontakcie z wodą biec po krem i ponawiać aplikacji, a skóra mimo to nie swędzi, nie szczypie i nie jest ściągnięta. 

Cena:
ok. 26-54 zł/75 ml 
(w zależności od apteki)

Krem nie należy do najtańszych, ale jest naprawdę świetny i wart przetestowania. Przy moich bardzo suchych dłoniach spisał się rewelacyjnie i na pewno jeszcze nie raz będę do niego wracać.


15 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.