Ulubieńcy sierpnia

14:52 Ania 46 Comments

Koniec sierpnia to już prawie jesień. W lasach pojawiają się grzyby, z drzew zaczynają opadać liście. Nawet pogoda jest już typowo jesienna. Zanim jednak wyciągniemy z szaf kalosze i ciepłe swetry, pozostańmy jeszcze chwilę w klimacie kończących się wakacji i podsumujmy kosmetycznie ich ostatni miesiąc. Zapraszam Was na sierpniowych ulubieńców.

Pomadka MAC See Sheer towarzyszyła mi w sierpniu wyjątkowo często. Ma piękny kolor, który producent określa jako grejpfrutowy róż i jest bardzo komfortowa w noszeniu. W przyszłości z pewnością doczeka się osobnego wpisu, a już niedługo pojawi się post z moją kolekcją pomadek w ramach akcji Kosmetyczne Skarby i tam będziecie mogły zobaczyć jak wygląda na swatchach.

Róż MAC Cheeky Bugger z edycji limitowanej sygnowanej nazwiskiem Kelly Osbourne był moim przedmiotem pożądania odkąd tylko po raz pierwszy zobaczyłam zapowiedzi kolekcji. Urzekł mnie nie tylko swoim delikatnym i bardzo dziewczęcym kolorem, ale również uroczym opakowaniem. Wkrótce nadrobię zaległości i zaprezentuję go Wam w całej okazałości (i nawet nie czuję, że sobie rymuję;P).

Lakier Essie Eternal Optimist to mój absolutny hicior i ostatnio noszę go praktycznie na okrągło. W buteleczce wygląda niepozornie, ale na dłoniach jest po prostu obłędny. Ideał dla jasnej karnacji. Piękny, delikatny, nie rzuca się w oczy. Z pewnością przypadnie do gustu miłośniczkom klasyki.

Puder rozświetlający Lily Lolo Translucent Silk pokochałam od pierwszego użycia. Kojarzycie ten niesamowity glow na twarzach modelek z kobiecych czasopism? On właśnie daje taki efekt. Muśnięta nim skóra wygląda po prostu niesamowicie. Zabrzmi to próżno, ale kiedy mam go na sobie nie mogę przestać patrzeć w lusterko;P

Biorąc pod uwagę obecną sytuację na Ukrainie pisanie o rosyjskich kosmetykach wydaje się być niepoprawne politycznie, jednak o tym produkcie nie sposób nie wspomnieć. Neutralny szampon Natura Siberica posiada wszelkie cechy szamponu idealnego. Jest delikatny dla włosów i skóry głowy, nie zawiera silnych detergentów, nie wysusza, nie podrażnia i nie plącze włosów. Świetnie się pieni, bez problemu zmywa oleje za pierwszym razem i nie przyspiesza przetłuszczania włosów. Wisiał na mojej liście od dawna i żałuję, że sięgnęłam po niego dopiero teraz. Mam nadzieję, że nie odetną dostaw i będziemy mogli żyć razem długo i szczęśliwie.

A co Was zachwyciło w mijającym miesiącu? Piszcie, linkujcie. Powspominajmy kosmetycznie mijające już wakacje.

Pozdrawiam,
Ania


46 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.

Krem do rąk ORIGINS Make A Difference

15:25 Ania 40 Comments

ORIGINS to amerykańska firma produkująca kosmetyki ekologiczne, oparte na składnikach pochodzenia roślinnego i naturalnych olejkach eterycznych. Niestety, nie są one jeszcze dostępne w Polsce, ale można zamówić je na Truskawce (KLIK). Jakiś czas temu miałam szczęście wygrać dwa ich produkty w rozdaniu u Alicji z bloga Addicted To Makeup i dziś chciałabym Wam przedstawić jeden z nich.

make a difference

Krem do rąk z serii Make A Difference przeznaczony jest do pielęgnacji nawet bardzo zniszczonych, suchych i spierzchniętych dłoni. Wykazuje działanie odmładzające, przywraca skórze odpowiedni poziom nawilżenia, wyrównuje jej koloryt, a także naprawia uszkodzenia wywołane promieniowaniem UV. Dostępny jest w dwóch pojemnościach: 50 i 75 ml, które kosztują odpowiednio 16 i 21$ (KLIK).

Posiadam mniejszą wersję, która idealnie nadaje się do noszenia w torebce. Plastikowa tubka w kolorze mięty zdecydowanie trafia w mój gust estetyczny, a zamknięcie typu flip-top pozwala na wygodną aplikację w każdych warunkach. Sam krem jest koloru białego, a jego konsystencję określiłabym jako średnią z wyraźnie wyczuwalną obecnością olejków. Nie jest tłusty, ale wyraźnie pozostawia na dłoniach jedwabistą powłoczkę, która potrzebuje chwilki żeby się wchłonąć. Zapach bardzo przyjemny, świeży, nieco ziołowy. Wyraźnie wyczuwany podczas aplikacji (często pytano mnie, co tak ładnie pachnie), nie pozostaje długo na dłoniach. Działanie nawilżające kremu jest naprawdę bardzo dobre. Świetnie radził sobie z moją suchą, atopową skórą, poprawiając jej kondycję i zapewniając długotrwałe uczucie komfortu.

make a difference


Skład: Water/Aqua/Eau, Cetearyl Alcohol, Limnanthes Alba (Meadowfoam) Seed Oil, Butylene Glycol, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Dimethicone, Glyceryl Stearate, Coco-Caprylate/Caprate, Polyglyceryl-6 Dioleate, Trehalose, Methyl Glucose Sesquistearate, PEG-100 Stearate, Anastatica Hierochuntica (Rose Of Jericho) Extract, Pyrus Malus (Apple) Fruit Extract, Cucumis Sativus (Cucumber) Fruit Extract, Padina Pavonica (Thallus) Extract, Scutellaria Baicalensis Root Extract, Citrus Aurantium Bergamia (Bergamot) Fruit Oil, Citrus Medica Limonum (Lemon) Peel Oil, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Oil, Mentha Virdis (Spearmint) Leaf Oil, Vetivera Zizanoides (Vetiver) Root Oil, Cinnamomum Camphora (Camphor) Bark Oil, Plumeria Alba Flower Extract, Magnolia Acuminata Flower Extract, Rosa Damascena Extract, Iris Pallida Root Extract, Linalool, Citralal, Limonene, Micrococcus Lysate, Sodium Hyaluronate, Tocopheryl Acetate, Aloe Barbadensis (Aloe) Leaf Juice, Lecithin, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Sorbitol, Xantan Gum, Sodium Sulfite, Sodium Metabisulfite, Caprylyl Glycol, Hexylene Glycol, Disodium EDTA, Potassium Hydroxide, Potassium Sorbate, Chlorphensis, Phenoxyethanol.

Naprawdę polubiłam ten kremik i ubolewam nad tym, że nasza znajomość dobiegła końca. Jeśli macie dostęp do produktów marki ORIGINS, to serdecznie go Wam polecam. A może któraś z Was zna inne produkty tej firmy, które może polecić? Chętnie je poznam.

Pozdrawiam,
Ania

40 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.

Serum regulujące z mącznicy lekarskiej John Masters Organics

14:25 Ania 33 Comments

To był czysty spontan. Zobaczyłam je u Iwetto i od razu pomyślałam, że to produkt dla mnie. Wrzuciłam w wyszukiwarkę i od razu trafiłam do sklepu, a tam promocja -50%. To musiało być przeznaczenie. Kilka minut później robiłam już przelew.

pielęgnacja cery tłustej
Serum regulujące z mącznicy lekarskiej przeznaczone jest do pielęgnacji cery tłustej/mieszanej. Ma za zadanie równoważyć gospodarkę tłuszczową skóry i regulować produkcję sebum. Wykazuje również działanie antybakteryjne, kojące i łagodzące, dzięki czemu może być stosowane jako produkt do leczenia wyprysków.

Skład: Aloe barbadensis (aloe vera) eaf juice, lavandula angustifolia (lavender) flower water, salix nigra (willow) bark extract, epilobium fleischeri extract, glycerin, leuconostoc/radish root ferment filtrate, arctostaphylos uva ursi (bearberry) leaf extract, camellia sinensis (green tea) leaf extract, oryza sativa (rice) extract, candida bombicola, glucose, methyl rapeseed ferment, sclerotium gum.

Serum zamknięte jest w buteleczce z ciemnego szkła, zaopatrzonej w pompkę. Bardzo lubię taki sposób wydobycia produktu, ale w tym przypadku mam pewne zastrzeżenia. Nie wiem, czy tylko mi trafił się jakiś wadliwy egzemplarz, czy wszystkie tak mają, ale pompka wypluwa z siebie produkt w sposób dość rozbryzgowy i niekontrolowany. Zanim nauczyłam się z nią odpowiednio obchodzić trochę produktu się zmarnowało, lądując na podłodze lub lusterku zamiast na skórze, co przy tej cenie  było dość bolesnym doświadczeniem. Na szczęście jest to jedyna wada tego produktu.

pielęgnacja cery tłustej
Lekka, żelowa konsystencja szybko się wchłania pozostawiając skórę matową. Do czasu całkowitego wchłonięcia serum odczuwalna jest delikatnie lepka warstwa, ale o ile nie dotykacie non stop twarzy rękoma, nie stanowi ona żadnego problemu i nie powoduje uczucia dyskomfortu. A nawet gdyby tak było, to i tak byłabym w stanie mu to wybaczyć, ze względu na efekty. Pierwsze co zaobserwowałam przy regularnym stosowaniu, to znaczna poprawa ogólnego wyglądu skóry. Buzia stała się gładsza, pory mniej widoczne, a koloryt został wyrównany. Cera nabrała zdrowego blasku. Z czasem całkowicie zniknęły wszelkie niespodzianki. Po ponad miesiącu widać już było działanie regulujące, a po dwóch różnica w wydzielaniu sebum jest naprawdę ogromna. Na plus należy zaliczyć też wydajność. Stosowałam je raz dziennie, rano pod makijaż, na całą twarz i po dwóch miesiącach nie doszłam nawet do połowy buteleczki.

Regularna cena produktu nie należy do najniższych i wynosi ok. 149 zł/30 ml, ale na stronie dystrybutora wciąż można je kupić połowę taniej (KLIK). Ze względu na wysoką wydajność i dość krótki termin ważności (6 m-cy od otwarcia), spokojnie możecie się pokusić o zakup jednej buteleczki do spółki z koleżanką, zwłaszcza jeśli macie cerę mieszaną i chcecie stosować serum punktowo. 

Gorąco Was zachęcam do przetestowania tego produktu. Dla mnie to prawdziwe odkrycie roku i z pewnością będę do niego regularnie wracać.

Pozdrawiam,
Ania

33 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.

Krem do stóp The Secret Soap Store

10:09 Ania 60 Comments

Już kilka razy wspominałam Wam, że moja relacja z kremami do stóp jest dość skomplikowana. Większość z nich nie działa jak powinna, a takie same, a zazwyczaj i lepsze rezultaty przynosi smarowanie stóp zwykłym masłem do ciała. Ostatnio jednak, zamawiając genialne kremy do rąk The Secret Soap Store, dorzuciłam do koszyka również ich krem do stóp 15% masła shea, licząc na to, że będzie równie genialny.

the secret soap store

 No i się przeliczyłam. Moja wersja kremu zamknięta jest jeszcze w starym, paskudnym opakowaniu, które z założenia miało wyglądać bardzo naturalnie i eko (nowsza wersja wygląda lepiej KLIK). Krem posiada gęstą konsystencję, typową dla produktów z większą zawartością masła shea i przyjemny, delikatny cytrusowy zapach. Łatwo się aplikuje i jest całkiem wydajny, choć sobie nie żałowałam i nakładałam go dosyć grubą warstwą. Na noc (bo natłuszcza stopy) i w dodatku pod bawełniane skarpetki. Mimo to jednak, kiedy budziłam się rano, skóra na piętach była tak wysuszona, jakby w życiu nie widziała tarki ani żadnego mazidła. Suche skórki dosłownie aż zaczepiały o skarpetki. Zużyłam go do końca, ale nigdy, przenigdy więcej nie chcę mieć z nim do czynienia. Stopy odratowałam hipoalergicznym masłem do ciała Pat & Rub.

Cena kremu to ok. 17 - 20 zł/ 70 ml. Niżej wklejam skład dla zainteresowanych:

the secret soap store

Jeśli miałyście do czynienia z tym produktem, dajcie znać, czy u Was też zrobił takie spustoszenie.

Pozdrawiam,
Ania

60 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.

Mydło w piance Bath & Body Works

19:41 Ania 33 Comments

Produkty Bath & Body Works nigdy mnie jakoś specjalnie nie kusiły i wielokrotnie będąc w Warszawie przechodziłam obok ich salonu obojętnie, od czasu do czasu sięgając jedynie po kieszonkowe żele antybakteryjne. Jakiś czas temu jednak, podczas wakacyjnych wyprzedaży, skusiłam się na mydło w piance Fresh Market Apple.

mydło w piance

Mydełko zamknięte jest w estetycznym plastikowym opakowaniu z pompką. W buteleczce ma postać dość rzadkiego płynu o czerwonym zabarwieniu, który po naciśnięciu dozownika zamienia się w lekką białą piankę o cudownym aromacie słodkich, soczystych jabłek. Jedna taka porcja spokojnie wystarcza by dokładnie umyć dłonie, dzięki czemu mydełko jest bardzo wydajne. Jego walory pielęgnacyjne nie porywają. Co prawda skóra po użyciu nie była wysuszona jak po zwykłym mydle, ale za to bardzo nieprzyjemnie ściągnięta. Zdaję sobie sprawę, że dla wielu osób może to być sporym minusem, ja jednak i tak mam nawyk natychmiastowego kremowania dłoni po każdym myciu, więc w moim przypadku nie stanowiło to większego problemu.

mydło w piance

Skład: Water (Aqua, Eau), Sodium Laureth Sulfate, Fragrance (Parfum), PPG-1-PEG-9 Lauryl Glycol Ether, Disodium Laureth Sulfosuccinate, Honey Extract (Mel, Extract de miel), Cocos Nucifera (Coconut) Fruit Extract, Mangifera Indica (Mango) Fruit Extract, Olea Europaea (Olive) Fruit Extract, Cocamidopropylamine Oxide, Hydroxyethyl Urea, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Hydroxypropyl Methylcellulose, Sodium Chloride, Glycerin, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Propylene Glycol, Triethylene Glycol, Tetrasodium EDTA, Benzophenone-4, Butylene Glycol, Sodium Hydroxide, Citric Acid, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Red 40 (Cl 16035), Red 4 (Cl 14700), Blue 1 (Cl 42090), Red 33 (Cl 17200), Yellow 5 (Cl 19140).

Cena: ok. 29 zł/259 ml

mydło w piance

Mydło w piance Bath & Body Works to żaden must have. Ba, nawet powiedziałabym, że nie jest warte swojej regularnej ceny. Nie mniej jednak, stanowi miły dodatek, który pozwala poczuć się wyjątkowo we własnej łazience. Opakowanie ładnie prezentuje się na umywalce, a piękny zapach poprawia nastrój i uprzyjemnia tak prozaiczną czynność jak mycie rąk, zawsze zwracając na siebie uwagę gości. To wystarczy bym z przyjemnością sięgnęła po inne warianty zapachowe, gdy tylko trafi się jakaś korzystna promocja. A o te w BBW na szczęście nie trudno.

Pozdrawiam,
Ania

33 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.

Kosmetyczne Skarby cz. 4 - tusze, kredki, linery, zestawy do brwi.

14:04 Ania 51 Comments

Z kilkudniowym poślizgiem, ale w końcu udało mi się przygotować kolejną część Kosmetycznych Skarbów. Dziś pokażę Wam moje tusze do rzęs, kredki, eyeliner i zestawy do brwi.

tusze, kredki, linery

Max Factor False Lash Effect to mój ulubieniec od lat. Co prawda nie określiłabym, że daje efekt sztucznych rzęs, ale mi to nie przeszkadza. Jest bardzo trwały, nie osypuje się w ciągu dnia i nie muszę co chwila sprawdzać, czy nie mam pod oczami pandy, a jednocześnie łatwo go zmyć dobrym płynem micelarnym. Jednak najbardziej cenię go za to, że nie skleja rzęs, a wręcz pięknie je rozczesuje dzięki czemu wydają się gęstsze niż są w rzeczywistości.

Inglot Long & Fine Lashes kupiłam nieco przez przypadek i niespecjalnie przypadł mi do gustu. Daje bardzo delikatny, naturalny efekt, nie wydobywa pełnej długości moich rzęs. W dodatku zdarza mu się pod koniec dnia rozmazać.

Lancome Hypnose (miniaturka) spisuje się całkiem nieźle, na początku po otwarciu było wręcz genialnie. Z czasem jednak tusz zaczął gęstnieć i teraz zdarza mu się posklejać rzęsy, albo zostawić na nich grudki. Trwałość bez zarzutu.

tusz do rzęs

Kredki posiadam w swojej kolekcji trzy: białą (Rimmel Soft Kohl 071 Pure White), czarną (Rimmel Soft Kohl 061 Jet Black) oraz cielistą (Max Factor Kohl Pencil 090 Natural Glaze). Eyeliner mam tylko jeden i jest to Maybelline Eye Studio Lasting Drama Gel Liner. Czarny i trwały. Łatwo się aplikuje, nie rozmazuje i nie blaknie w ciągu dnia. Bardzo wydajny. Mam go od roku, stosuję codziennie, a nie zużyłam nawet połowy.

kredki do oczu

Zestawy do brwi posiadam aktualnie dwa. Powszechnie znany Catrice Eyebrow Set, kupiłam kilka miesięcy temu na wyprzedaży w Naturze i od tamtej pory używam codziennie. W kasetce znajdziemy dwa cienie jaśniejszy i ciemniejszy, lusterko, a także maleńki, ale całkiem poręczny pędzelek z grzebyczkiem oraz kompletnie nie użyteczną mini pęsetę. Lily Lolo Eyebrow Duo Light przyszedł do mnie niedawno i jest w użyciu zaledwie od kilku dni, ale już się polubiliśmy. Małe, okrągłe pudełeczko skrywa w sobie cień, wosk i lusterko. O ile set Catrice dostępny jest tylko w jednym odcieniu, o tyle zestawy Lily Lolo dostępne są w trzech różnych wersjach: jasnej, średniej i ciemnej (KLIK). Mimo, że mam ciemne włosy i ciemną oprawę oczu zdecydowałam się na najjaśniejszy egzemplarz. Głównie dlatego, że nie chcę swoich brwi dodatkowo przyciemniać, a jedynie delikatnie je podkreślić i wypełnić. W tym celu LL sprawdza się świetnie. Jest słabiej napigmentowany niż cienie Catrice, co pozwala uzyskać subtelniejszy efekt.

cienie do brwi

cienie do brwi

I to na tyle. Poprzednie wpisy z serii Kosmetyczne Skarby znajdziecie TUTAJ (podkłady, pudry, korektory), TUTAJ (róże, bronzery, rozświetlacze) i TUTAJ (cienie do powiek, baza).

Pozdrawiam,
Ania

51 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.

Haul zakupowy sierpień 2014

14:48 Ania 61 Comments

Połowa sierpnia za nami, czas więc na małe podsumowanie nowości, które pojawiły się w mojej kosmetyczce w ciągu ostatnich tygodni. Większość z nich pokazywałam na bieżąco na instagramie (KLIK), ale oficjalnej prezentacji na blogu jeszcze nie było. Najwyższa pora żeby to nadrobić.

Na początek pielęgnacja. Jakiś czas temu wykończyłam pomarańczowy żel pod prysznic Balea i potrzebowałam nowego. Mój wybór padł na Caudalie Peche de Vigne. Nowego żelu do mycia twarzy w zasadzie nie potrzebowałam, ale duża obniżka ceny zrobiła swoje i tak zawitał do mnie różany żel do twarzy John Masters Organics. Masełko do ciała The Body Shop z nowej serii Wild Argan Oil wygrałam w konkursie organizowanym na fanpage'u marki.

zakupy kosmetyczne

Denka dobił również mój olejek tamanu. Nową buteleczkę zamówiłam tym razem nie na Biochemii Urody, a na Zrób Sobie Krem. Do koszyka dorzuciłam również olej makadamia, który ostatnio świetnie sprawdzał się na moich włosach, spirulinę oraz zachwalany przez Elle balsam copaiba.

zakupy kosmetyczne

Kilka nowości wpadło mi również z kolorówki. Pomadkę MAC See Sheer wygrałam u Anety jeszcze w lipcu, zaś róż NYX Taupe, powszechnie stosowany jako bronzer, dotarł do mnie zaledwie kilka dni temu.

zakupy kosmetyczne

Na początku sierpnia pojawiła się w sprzedaży długo wyczekiwana przeze mnie kolekcja MAC Sharon & Kelly Osbourne. Najbardziej zależało mi na różu Cheeky Bugger i dosłownie nie opuszczałam strony sklepu, póki nie udało mi się go upolować.

mac cheeky bugger

Na koniec zestaw mineralnych kosmetyków do makijażu Lily Lolo, otrzymany w ramach współpracy z firmą Costasy. W skład zestawu wchodzą: podkład mineralny w odcieniu China Doll, puder Translucent Silk, róż Candy Girl, zestaw do brwi Eyebrow Duo Light, pomadka Romantic Rose oraz pędzel Super Kabuki.

kosmetyki mineralne

I to na tyle, jeśli chodzi o sierpniowe nowości, przynajmniej póki co. Jeśli coś Was zainteresowało, albo znacie któryś z powyższych produktów i macie ochotę podzielić się wrażeniami na jego temat, piszcie. Chętnie poczytam również, jakie nowości trafiły do Waszych kosmetyczek w ostatnim czasie.

Pozdrawiam,
Ania

61 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.

Wyniki urodzinowego rozdania

18:22 Ania 20 Comments

Witam Was serdecznie tuż przed długim weekendem. Pogoda co prawda nieco się popsuła, ale mam nadzieję, że humory i tak Wam dopisują. Zanim udacie się na wypoczynek, chciałabym jeszcze ogłosić wyniki urodzinowego rozdania. 

Szczęśliwym zwycięzcą jest...

 

Serdeczne gratulacje! Olu, czekam na dane adresowe do wysyłki. 

Pozostałym bardzo dziękuję za liczny udział w zabawie i wszystkie urodzinowe życzenia. Jesteście naprawdę kochani:* Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Wam powodzenia następnym razem.

Pozdrawiam,
Ania

20 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.