Kosmetyczne Odkrycia Roku 2015 - pielęgnacja

23:27 Ania 39 Comments


Każda z nas w ciągu roku używa wielu kosmetyków. Niektórych po jakimś czasie często nawet nie pamiętamy. Ale są też takie, które nas absolutnie zachwyciły, spełniły wszystkie nasze oczekiwania i potrzeby. Prawdziwe perełki, które znalazły stałe miejsce w naszej kosmetyczce i codziennej rutynie, lub do których z przyjemnością będziemy jeszcze wracać. Te najlepsze kosmetyki poznane w danym roku to właśnie są Kosmetyczne Odkrycia Roku. W poprzednim wpisie pokazywałam Wam swoje KOR w dziedzinie kolorówki (KLIK), dziś zapraszam Was na odkrycia w dziedzinie pielęgnacji. Gotowi?

Maska do włosów Insight Anti-Frizz znalazła się już w ulubieńcach listopada, wciąż jednak nie doczekała się osobnej recenzji. Koniecznie muszę to nadrobić, bo to jeden z tych produktów, które naprawdę warto poznać. Maska ma całkiem fajny skład, w którym znajdziemy m.in. olej z bawełny, olej z konopii, ekstrakt z siemienia lnianego i masło kakaowe. Głęboko nawilża włosy, dzięki czemu przestają się puszyć, są miękkie i lśniące. Dla mnie to prawdziwy hit na miarę maski Organique Anti-Age. Jeśli macie problem z puszeniem się włosów, koniecznie ją wypróbujcie.

Tonik z kwasem salicylowym Paula's Choice Skin Perfecting 2% BHA Liqiud Exfoliant (KLIK) to idealna propozycja dla tych, którzy zmagają się z trądzikiem, zaskórnikami i przebarwieniami. Stosowany regularnie skutecznie zwalcza zaskórniki, oczyszcza i zwęża pory, ogranicza pojawianie się wyprysków, przyspiesza gojenie już istniejących i pomaga pozbyć się brzydkich przebarwień pozapalnych. Cudo! 

Oczyszczająca maska do włosów Phenome (KLIK) nie jest produktem typu must have, ale zdecydowanie warto ją mieć na podorędziu. Wspaniale oczyszcza skórę głowy z wszelkich zanieczyszczeń, nadmiaru sebum, czy martwego naskórka. Po jej użyciu włosy są dłużej świeże i ładnie odbite u nasady, a skóra głowy przyjemnie odświeżona i ukojona. Niemal czuć jak oddycha.

Serum nawilżające z zieloną herbatą i różą John Masters Organics (KLIK) całkowicie zastępuje mi krem. Ma przyjemną, lekką konsystencję, szybko się wchłania, nie obciąża mojej skłonnej do przetłuszczania cery, za to zapewnia jej odpowiednią dawkę nawilżenia. Przyjemnie pachnie i ma bogaty, naturalny skład. Dla mnie ideał i absolutny ulubieniec, jeśli chodzi o nawilżanie twarzy. Nie szukam już nic innego.

Krem pod oczy Resibo (KLIK) to bez dwóch zdań najlepszy krem pod oczy jaki dotąd miałam. Dziewczęce, miłe dla oka, a do tego wygodne i higieniczne opakowanie oraz przepiękny kwiatowy zapach są fantastycznym dodatkiem do fenomenalnego działania. Krem jest lekki, nie obciąża delikatnej skóry wokół oczu, a jednocześnie jest na tyle treściwy, że doskonale ją nawilża i sprawia, że staje się miękka i gładka. W widoczny sposób redukuje cienie pod oczami, a efekty jego działania utrzymują się jeszcze kilka tygodni po zaprzestaniu stosowania. 

Tak prezentują się moje Kosmetyczne Odkrycia Roku 2015 w dziedzinie pielęgnacji. Nie ma ich wiele, ale pamiętajcie, że są to tylko najlepsi z najlepszych. Poza tym w gronie ulubieńców wciąż znajdują się kosmetyki odkryte w ubiegłych latach, o których możecie poczytać TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ. A Wy odkryliście w tym roku jakieś pielęgnacyjne perełki? Jeśli tak, koniecznie podzielcie się nimi w komentarzu, bo już najwyższy czas tworzyć listę produktów do testowania w roku 2016.

Pozdrawiam,
Ania


39 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.

Kosmetyczne Odkrycia Roku 2015 - kolorówka

20:09 Ania 73 Comments


Witajcie Kochani :) Niezmiernie miło mi powitać Was po świętach :* Mam nadzieję, że wypoczęliście, naładowaliście akumulatorki i jesteście gotowi stawić czoło nowym wyzwaniom. Przed nami koniec roku, czas podsumowań i planów na przyszłość. Tradycyjnie już, chciałabym zaprosić Was na prezentację Kosmetycznych Odkryć Roku, czyli kosmetyków, które poznałam w danym roku, a które zachwyciły mnie na tyle, by zasłużyć na to miano. Dziś część pierwsza - kolorówka.
kosmetyczne odkrycia roku 2015

Błyszczyk Clarins Eclat Minute pokazywałam Wam niedawno (KLIK). Jest to w zasadzie bardziej balsam do ust niż błyszczyk i chyba dlatego tak go polubiłam. Ma urocze opakowanie, apetyczny słodki zapach, delikatny różowy kolor i naprawdę nawilża.

Tusz do rzęs L'Oreal Volume Million Lashes So Couture (KLIK) to zdecydowanie najlepsza maskara z jaką miałam w tym roku do czynienia. Pięknie wydłuża i pogrubia rzęsy, nie skleja ich, nie kruszy się, nie tworzy efektu pandy ani owadzich nóżek.

Pigment MAC Vanilla jeszcze nie doczekał się osobnej recenzji, ale po Nowym Roku z pewnością to nadrobię. Długo koło niego chodziłam, aż wreszcie w październiku, korzystając z krótkiego pobytu w Warszawie na konferencji Meet Beauty, skusiłam się na zakup miniaturki. Pigment ma piękny, mocno połyskujący odcień i idealnie sprawdza się nie tylko w makijażu oczu, ale też jako rozświetlacz do twarzy i ciała.  

Puder rozświetlający w kulkach Guerlain Meteorites (KLIK) to prawdziwa perełka w mojej kosmetycznej kolekcji. Wiem, że nie wszyscy dostrzegają jego magię, ale u mnie ona działa. Meteorytkami jestem oczarowana, uwielbiam to jak pięknie wyglądają, jak pachną i jak prezentują się na twarzy. Długo o nich marzyłam i cieszę się, że się nie rozczarowałam.

Szminka Chanel Rouge Coco 39 Paradis (KLIK) to moja pierwsza szminka tej marki i z pewnością nie ostatnia. Piękne, klasyczne i eleganckie opakowanie, subtelny różany zapach, cudowny kolor i przyjazna dla ust formuła, sprawiły, że szybko ją pokochałam, a cała reszta mojej szminkowej kolekcji na długo poszła w odstawkę. 

Korektor Helena Rubinstein Magic Concealer to prawdziwa kosmetyczna legenda. Wisiał na mojej chciejliście od dobrych dwóch, czy trzech lat, aż w końcu w tym roku los nas połączył. Stosuję go jedynie pod oczy i w tej roli sprawdza się wyśmienicie. Ładnie kryje cienie i zaczerwienienia, rozświetla, nie wchodzi w załamania. Trzyma się cały dzień, stanowi dobrą bazę pod cienie. Z pewnością w krótce doczeka się osobnej recenzji.

I to już wszystkie kosmetyki kolorowe, które załużyły sobie na miano moich Kosmetycznych Odkryć Roku 2015. Nie ma ich wiele, ale są to prawdziwe perełki i każdy z nich z czystym sumieniem mogę Wam polecić. Dajcie znać, jakie kosmetyki kolorowe Was zachwyciły w mijającym roku, a ja już dziś zapraszam Was na kolejny wpis, w którym pokażę Wam swoje odkrycia w dziedzinie pielęgnacji.

Pozdrawiam,
Ania

73 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.

Blogmas: Yankee Candle Christmas Eve i życzenia

10:20 Ania 17 Comments


Dziś Wigilia. Ostatnie przygotowania do świąt. Za kilka godzin zasiądziemy do uroczystej kolacji. A gdyby tak dodatkowo umilić ją jeszcze jakimś pięknym zapachem? W ofercie Yankee Candle znajdziemy całe mnóstwo świątecznych aromatów, m.in. również ten dedykowany specjalnie na Wigilię - Christmas Eve.
świąteczne zapachy yankee candle

17 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.

Blogmas: Wyniki mikołajkowego rozdania

19:37 Ania 24 Comments


Witajcie Kochani :) Jak tam Wasze przygotowania do świąt? Wszystko dopięte już na ostatni guzik? U mnie trwają jeszcze ostatnie porządki, dlatego dziś przychodzę do Was tylko na chwilę by podać Wam wyniki mikołajkowego rozdania.

Wyszło na to, że w tym roku najgrzeczniejsza była...

Serdecznie gratuluję i czekam na wiadomość mailową z adresem do wysyłki :* Pozostałym baaardzo dziękuję za tak liczny udział w zabawie. Gdybym tylko mogła obdarowałabym Was wszystkich! Jesteście wspaniali :* Niedługo postaram się przygotować dla Was kolejną zabawę, a tymczasem do zobaczenia, mam nadzieję jeszcze jutro ;)

Pozdrawiam,
Ania

24 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.

Blogmas: pierniczki świąteczne last minute

14:21 Ania 32 Comments


Do świąt zostało jeszcze tylko kilka dni, a Ty wciąż nie masz świątecznych pierniczków? Nie martw się, jeszcze nic straconego! Dziś mam dla Was prosty przepis na pierniczki świąteczne last minute. Miękkie i gotowe do jedzenia od razu po upieczeniu, idealne dla spóźnialskich i zapracowanych.
świąteczne pierniczki

32 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.

Blogmas: Yankee Candle Winter Glow

20:22 Ania 26 Comments


Winter Glow to trzeci i ostatni z testowanych przeze mnie zapachów z tegorocznej zimowej kolekcji Yankee Candle - Baby It's Cold Outside and Cosy Inside, na którego recenzję chciałabym Was dziś zaprosić. Jak zapewne pamiętacie, dwa poprzednie zapachy - Berry Trifle i Cosy by the Fire nie przypadły mi do gustu. A jak było w przypadku Winter Glow?
woski yankee candle

WINTER GLOW to kolejny wosk Yankee Candle, który kupiłam ze względu na jego wygląd. A trzeba przyznać, że wygląda pięknie! Śnieżno biała tarta opatrzona klimatyczną nalepką z płatkami śniegu i świecą palącą się w latarence, od pierwszego wejrzenia skradła moje serce. Kiedy zajrzałam w opis zapachu mina mi nieco zrzedła: "zamarznięte gałęzie drzew i świerkowe igły rozświetlone bursztynowymi promieniami zimowego słońca" (opis pochodzi ze strony goodies.pl). Od razu przypomniał mi się zapach Icicles z ubiegłego roku, który miał podobne nuty zapachowe i choć wyglądał pięknie, to pachniał obrzydliwie. Mimo wszystko jednak poczucie estetyki wzięło górę nad zdrowym rozsądkiem i Winter Glow wylądował w zakupowym koszyku. I wiecie co? Dobrze, że tak się stało, bo jestem nim zachwycona!

Winter Glow pachnie bardzo subtelnie. Świeżo, ale nie proszkiem do prania jak Snow in Love. Jest bardzo elegancki i perfumeryjny. Mroźny i ciepły jednocześnie. Jak słoneczny zimowy poranek, kiedy na ziemi wszystko pokryte jest śniegiem i skute lodem, a na bezchmurnym niebie króluje słońce. Moc wosku nie jest duża. Jego zapach jest wyczuwalny, ale nie dominuje w pomieszczeniu. Raczej subtebtelnie je otula, tworząc delikatne tło. Dzięki temu nie jest męczący i podejrzewam, że nawet migrenowcy będą mogli palić go przez dłuższy czas bez uszczerbku na zdrowiu.

Podsumowując, bardzo się cieszę, że Winter Glow jednak trafił do mojej kolekcji. Ze wszystkich trzech zamówionych przeze mnie zapachów, po nim spodziewałam się najmniej, a tym czasem okazał się czarnym koniem tegorocznej zimowej kolekcji. Bardzo miło mnie zaskoczył i uratował kolekcję Baby It's Cold Outside and Cosy Inside w moich oczach. Po raz kolejny sprawdziło się też porzekadło do trzech razy sztuka

Jeśli jeszcze nie znacie tego zapachu Yankee Candle, to gorąco zachęcam Was do jego wypróbowania. A jeśli już go znacie, koniecznie dajcie znać, co o nim sądzicie. Bardzo ciekawa jestem Waszych opinii.

Pozdrawiam,
Ania



26 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.

Blogmas: Clarins Eclat Minute i świąteczne pocałunki

20:31 Ania 53 Comments


Święta to czas, kiedy częściej niż zwykle wymieniamy pocałunki z bliskimi, czy to pod jemiołą, czy składając sobie życzenia i dzieląc się opłatkiem. Dlatego dziś przychodzę do Was z recenzją produktu, który nie tylko zadba o kondycję Waszych ust, ale też sprawi, że będą wyglądały wyjątkowo kusząco. Clarins Instant Light Natural Lip Perfector (znany też jako Clarins Eclat Minute, Clarins Instant Light, czy Clarins Lip Perfector), bo o nim dziś mowa, wygrałam jakiś czas temu w rozdaniu u Patrycji z bloga BeautypediaPatt, a dziś nadszedł czas by podzielić się z Wami moją opinią o tym chyba najpopularniejszym błyszczyku w blogosferze.

Clarins Eclat Minute to błyszczyk z rozświetlającymi pigmentami 3D, które mają za zadanie zapewnić efekt pełnych, gładkich i młodziej wyglądających ust. Delikatna formuła nawilża, odżywia i chroni usta sprawiając, że z każdym dniem stają się widocznie piękniejsze. 

Błyszczyk zamknięty jest w miękkiej, plastikowej tubce ze złotą zakrętką. Aplikator w formie gąbki, jest nie tylko niezwykle wygodny, ale i przyjemny w użyciu (żegnajcie znienawidzone plastikowe dziubki). Błyszczyk ma dosyć gęstą, kremową konsystencję i bardzo apetyczny czekoladowy zapach. Łatwo się rozprowadza i przyjemnie nosi. Produkt nie oblepia ust, a jedynie delikatnie je otula i naprawdę pielęgnuje. Moje usta są bardzo wymagające, łatwo się przesuszają, a po ochronne sztyfty i słoiczki sięgam zwykle kilkanaście, jak nie kilkadziesiąt razy w ciągu dnia. Clarins Eclat Minute działa jak dobry pielęgnujący balsam do ust, nawilża, odżywia, chroni i przynosi ukojenie. Kiedy mam go przy sobie, nie potrzebuję już żadnych dodatkowych nawilżaczy.

Błyszczyk Clarins występuje w sześciu odcieniach. Mi trafił się odcień 01 Rose Shimmer, czyli piękny, stonowany, jasny róż, który idealnie zgrywa się z moim naturalnym kolorem ust. Po rozprowadzeniu na ustach, kolor staje się zupełnie niewidoczny, pozostaje tylko efekt gładkich i błyszczących warg. Coś w rodzaju my lips, but better. Dzięki temu mogę stosować go zawsze i wszędzie, zarówno solo, jak i na ulubioną pomadkę.

Podsumowując, błyszczyk Clarins to jeden nielicznych produktów tego typu, który naprawdę przypadł mi do gustu. Przyznaję się bez bicia, że mimo wielu przeczytanych bardzo pozytywnych recenzji, sama chyba jeszcze długo nie odważyłabym się na jego zakup w obawie przed rozczarowaniem. Tym bardziej więc, dziękuję Patrycji, że dzięki niej mam okazję poznać ten produkt i przekonać się na własnej skórze o jego cudownych właściwościach :*

Pozdrawiam,
Ania

53 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.

Blogmas: Yankee Candle Cosy by the Fire

20:03 Ania 39 Comments


Kocham zimę. To moja ulubiona pora roku, tuż obok jesieni. Lubię śnieg i mróz trzeszczący pod stopami. Lubię długie wieczory przy choince i blasku świec. Wylegiwanie się pod kocem z książką i kubkiem gorącej herbaty. I lubię podkreślać wyjatkowość tych chwil, ot choćby klimatycznym zapachem. Wraz z początkiem grudnia schowałam więc jesienne woski i świece, i wzięłam się za testowanie tegorocznej zimowej kolekcji Yankee Candle o wdzięcznej nazwie Baby It's Cold Outside and Cosy Inside. Jeden z trzech posiadanych przeze mnie zapachów - Berry Trifle, opisywałam Wam już TUTAJ. Dziś chciałabym podzielić się z Wami wrażeniami na temat drugiego - Cosy by the Fire.

COSY BY THE FIRE przykuł moją uwagę klimatyczną nalepką (nie on jeden zresztą, czy Wy też kupujecie woski Yankee Candle po nalepkach?). Drewno palące się w kominku i dwie duże szklanki z rozgrzewającym napitkiem były dla mnie zapowiedzią romantycznego wieczoru. Wiecie, górska chata, na zewnątrz hulająca zamieć śnieżna, a w środku kominek, bujany fotel, herbata z sokiem malinowym, pomarańczą i goździkami, czy jakiś grzaniec, jak kto woli. A potem czułości na niedźwiedziej skórze. Sztucznej oczywiście. Takie miałam wyobrażenia. 

A jak mają się one do rzeczywistości? A no nijak, niestety. Producent obiecywał mi zapach "ciepłej mieszanki imbiru, goździków i pomarańczy, zharmonizowanej z nutami drzewnymi" (opis pochodzi ze strony goodies.pl), tym czasem ja po odpaleniu czuję... cmentarz. Albo inne kościelne kadzidło. W każdym razie dużo dymu (nie palącego się drewna, tylko właśnie duszącego dymu, jak z mokrych sosnowych igieł), przełamanego jakąś ostrą, kwaśną nutą, która na pewno nie jest pomarańczą. 

Tak, czy siak, zapach jest dla mnie nie do zniesienia. Bardzo żałuję, że właśnie jego wybrałam do mikołajkowego rozdania. Wybaczcie, ale robiłam to w dobrej wierze. Nie tracę też nadziei, że może jednak przypadnie do gustu osobie, która go otrzyma. W końcu z tego co widzę w internecie, ma też szerokie grono zwolenników. Więc może to z moim nosem jest coś nie tak? 

Jeśli znacie już ten zapach koniecznie dajcie znać, jakie jest Wasze zdanie na jego temat.

Pozdrawiam,
Ania

39 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.

Blogmas: Świąteczna kolekcja The Body Shop Frosted Plum

19:12 Ania 41 Comments


Frosted Plum to najnowsza linia zapachowa z limitowanej edycji świątecznej The Body Shop na rok 2015. Opakowania w kolorze zmysłowego fioletu ozdobione oszronioną cukrem śliwką, kryją w sobie niezwykle kobiecą i elegancką kwiatowo-owocową mieszankę zapachową, będącą połączeniem aromatów dojrzałych śliwek, magnolii i peonii. Zarówno zapach, jak i wygląd tej serii uwiódł mnie od pierwszego wejrzenia. Dla mnie to najpiękniejszy jak dotąd świąteczny zapach The Body Shop i jeden z piękniejszych w całej ofercie marki. W skład linii Frosted Plum wchodzi szeroka gama produktów do pielęgnacji ciała, z którą możecie zapoznać się TUTAJ. Ja dla siebie wybrałam spośród nich trzy: żel pod prysznic, masło do ciała i krem do rąk, i dziś przychodzę zdać Wam sprawę z ich właściwości pielęgnacyjnych.


Żel pod prysznic The Body Shop Frosted Plum


żel pod prysznic the body shop frosted plum
żel pod prysznic the body shop frosted plum
Opakowanie świątecznych żeli The Body Shop nieco różni się od tradycyjnych. Mimo tej samej pojemności (250 ml) jest wyższe i smuklejsze, ale równie wygodne w użytkowaniu. Różni się również konsystencja, która w tym przypadku jest znacznie rzadsza. Może nie na tyle by przeciekać przez palce, ale podejrzewam, że wydajność produktu będzie pewnie przez to trochę mniejsza. Działanie żelu oceniam jako dobre. Produkt ładnie się pieni i dokładnie oczyszcza skórę. Mnie jakoś specjalnie nie wysusza, ale ja i tak mam bardzo suchą skórę i po każdym myciu stosuję masło do ciała. Ze względu na zawartość SLES, kwasu salicylowego i fakt, że jest mocno perfumowany, żel z pewnością nie u każdego się sprawdzi. Właściciele skór bardzo wrażliwych i alergicznych powinni zachować ostrożność. U mnie po użyciu pojawiają się małe różowe, swędzące plamki, które samoczynnie znikają w ciągu kilku-kilkunastu minut.

Skład: Aqua/Water/Eau, Sodium Laureth Sulfate, Glycerin, Cocamidopropyl Betaine, Parfum/Fragrance, Sodium Chloride, Benzyl Alcohol, PEG-100 Distearate, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Sucrose, Linalool, Salicylic Acid, Limonene, Disodium EDTA, Sodium Hydroxide, Sorbic Acid, Citronellol, Citric Acid, Polysorbate 20, Denatonium Benzoate, Prunus Domestica (Plum) Fruit Extract, Cl 17200/Red 33, Cl 19140/Yellow 5, Cl 42090/Blue 1.


Masło do ciała The Body Shop Frosted Plum


masło do ciała the body shop frosted plum
Masło do ciała Frosted Plum zamknięte jest w wygodnym, plastikowym słoiczku typowym dla marki. Ma przyjemną maślaną konsystencję, łatwo się rozprowadza i szybko wchłania, pozostawiając skórę nawilżoną, miękką i gładką w dotyku. Bardzo intensywnie pachnie, a jego zapach dość długo utrzymuje się na skórze, więc raczej nie nadaje się do stosowania rano (mógłby się gryźć z perfumami), za to wieczorem zapewnia prawdziwą ucztę dla zmysłów. Według producenta masło nadaje się do każdego typu skóry, ale moim zdaniem najlepiej sprawdzi się w przypadku skóry normalnej. Na mojej suchej skórze również sprawdza się dobrze, ale na najbardziej wysuszonych partiach ciała (np. na łydkach), po kilku godzinach od nałożenia ponownie pojawia się uczucie dyskomfortu i muszę powtórzyć aplikację.

Skład: Aqua/Water/Eau, Orbignya Oleifera Seed Oil, Stearyl Alcohol, Glycine Soja (Soybean) Oil, Glycerin, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Dimethicone, Ethylhexyl Palmitate, Bis-Diglyceryl Polyacyladipate-2, Parfum/Fragrance, Caprylyl Glycol, Phenoxyethanol, Xanthan Gum, Linalool, Limonene, Tocopherol, Disodium EDTA, Citronellol, Sodium Hydroxide, Benzyl Benzoate, Geraniol, Prunus Domestica (Plum) Fruit Extract, Citric Acid, Cl 60730/Violet 2, Cl 17200/Red 33.


Krem do rąk The Body Shop Frosted Plum



Krem do rąk Frosted Plum to mój pierwszy krem do rąk od The Body Shop. Opakowanie jest identyczne jak w przypadku kremów L'Occitane, czyli mamy plastikową tubkę stylizowaną na metalową i małą plastikową nakrętkę. Dzięki niewielkim rozmiarom krem idealnie nadaje się do torebki. Konsystencja kremu jest przyjemnie lekka, wystraczy niewielka ilość by pokryć obie dłonie. Krem szybko się rozprowadza i szybko wchłania, nie zostawia na skórze tłustej, czy lepkiej warstwy, a jedynie delikatną ochronną powłoczkę. Sprawdza się więc do szybkiego użytku w ciagu dnia - niemal od razu po nałożeniu możemy wrócić do wykonywanych czynności. Jeśli chodzi o właściwości pielęgnacyjne, to są one dobre, ale nie ma co liczyć, że krem podoła bardzo suchym i zniszczonym dłoniom. Znów raczej polecałabym go osobom ze skórą normalną. Na moich suchych dłoniach ze skłonnością do azs krem również się sprawdza, ale podkreślam, że ja stosuję go doraźnie w ciągu dnia, rano i wieczorem zaś sięgam po nieco bardziej treściwy krem z EC LAB (wspominałam Wam już o nim na Facebooku i Instagramie).

Skład: Aqua/Water/Eau, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Parfum/Fragrance, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Sodium Polyacrylate, Cetyl Alcohol, Pentaerythrityl Distearate, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol, Cetearyl Alcohol, Cetearyl Glucoside, Glycine Soja (Soybean) Oil, Orbignya Oleifera Seed Oil, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Myristamidopropyl PG-Dimonium Chloride Phosphate, Sodium Stearoyl Glutamate, Xanthan Gum, Linalool, Disodium EDTA, Limonene, Myristyl Alcohol, Stearyl Alcohol, Citronellol, Benzyl Benzoate, Geraniol, Prunus Domestica (Plum) Friut Extract, Citric Acid, Cl 17200/Red 33, Cl 42090/Blue 1.

Podsumowując, pod względem właściwości pielęgnacyjnych kosmetyki ze świątecznej linii The Body Shop Frosted Plum raczej nie zaspokoją potrzeb skór bardzo wymagających, chyba, że nie będą podstawą, a jedynie częścią ich pielęgnacji. Posiadacze skóry normalnej powinni być z działania tych produktów zadowoleni. Ja, jako posiadaczka skóry bardzo suchej, wrażliwej i alergicznej, ze skłonnością do azs, oczywiście odczuwam pewnien niedosyt, niemniej jednak jestem tak oczarowana zapachem tej serii, że jestem gotowa jej te drobne niedociągnięcia wybaczyć i z pewnością będę do niej wracać, jeśli tylko nadarzy się ku temu okazja. Jeżeli mieliście okazję wypróbować produkty Frosted Plum dajcie znać, jakie są Wasze wrażenia na ich temat. Przypominam też o trwającym rozdaniu Mikołajkowym, w którym do wygrania jest m.in. masło do ciała 50 ml i krem do rąk The Body Shop Frosted Plum.

Pozdrawiam,
Ania

41 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.

Blogmas: Ślub zimą? Czemu nie!

20:36 Ania 58 Comments


Kiedy młodzi zaręczają się i zaczynają zastanawiać się nad datą ślubu zwykle rozważają jedynie miesiące wiosenno-letnie. Najpopularniejszymi miesiącami są czerwiec, sierpień i wrzesień, ale mniej przesądne pary chętnie wybierają również maj i lipiec. W tym czasie zwykle jest ciepło, pogoda dopisuje, a terminy są oblegane. A gdyby tak zdecydować się na ślub zimą?
 
Jako zimowa panna młoda powiem Wam, że nie ma piękniejszego miesiąca na ślub niż grudzień. Oferuje nam on dwa fantastyczne ślubne terminy: Boże Narodzenie - najbardziej rodzinne święto w roku, pełne ciepła i miłości, oraz Sylwester - kończący jeden rok i rozpoczynający nowy, idealny moment by wraz z Nowym Rokiem wkroczyć na nową drogę życia. Każdy z tych dni jest wyjątkowy i może stać się inspiracją dla bajkowego ślubu.

58 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.

Blogmas: Yankee Candle Berry Trifle

20:19 Ania 21 Comments


Baby It's Fun Outside and Cosy Inside to świąteczna kolekcja Yankee Candle na rok 2015. W jej skład wchodzą cztery zapachy: Berry Trifle, Cosy by the Fire, Winter Glow i Bundle Up, z czego ja zdecydowałam się na zakup trzech pierwszych. Woski zamówiłam jeszcze w październiku na Goodies.pl (całe zakupy możecie zobaczyć TUTAJ), a dziś chciałabym opowiedzieć Wam o pierwszym z nich, najmniej zimowym i świątecznym z całej kolekcji.
baby it's fun outside and cosy inside
BERRY TRIFLE łączy w sobie aromat świeżych owoców jagodowych i kremu waniliowego. Po pierwszym niuchaniu przez folijkę jego zapach bardzo mi się spodobał i spodziewałam się, że będzie on moim faworytem. Tak się jednak nie stało. Dlaczego?

Po pierwsze, zapach jest zbyt prosty. Niby przyjemny, słodki, owocowy, ale... trochę bez wyrazu. Brakuje mu tego czegoś, jakiegoś pazura, który wyróżniłby go z tłumu innych dostępnych na rynku podobnych zapachów i uczynił godnym zapamiętania.

Po drugie, przy dłuższym kontakcie, dociera do mnie sztuczność zapachu, niewyczuwalna przy pierwszym niuchnięciu. To trochę tak jak z pięknym deserem, napakowanym chemią i polepszaczami smaku. Na początku, kiedy się do niego dorwiemy wydaje nam się obłędny, po prostu niebo w gębie, i dopiero pod koniec jedzenia, kiedy już nasycimy się słodyczą, dociera do nas jego sztuczność i chemiczny posmak.

Moc zapachu oceniłabym jako bardzo dobrą, dlatego jeśli zdecydowalibyście się go wypróbować uważajcie z ilością wosku w kominku. Berry Trifle jest bardzo wyraźnie wyczuwalny w czasie palenia i utrzymuje się w pomieszczeniu jeszcze wiele godzin po zgaszeniu świeczki w kominku.

Podsumowując, mi Berry Trifle nie do końca przypadł do gustu. Z pewnością zużyję go w formie jakichś krótkich kominkowych sesji, ale zdecydownie nie jest to zapach, do którego będę chciała wracać.

Pozdrawiam,
Ania

21 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.

Blogmas: Rozdanie Mikołajkowe

14:53 Ania 68 Comments


Byliście grzeczni w tym roku? Wiem, że tak. Dlatego dziś przychodzę do Was z obiecanym rozdaniem mikołajkowym :)
Tym razem Św. Mikołaj zostawił mi dla Was taki oto drobny upominek, a w nim:
- uroczy świąteczny kubek Home&You Deer In Love
- masło do ciała The Body Shop Frosted Plum 50 ml
- krem do rąk The Body Shop Frosted Plum 30 ml
- mydło glicerynowe Organique o zapachu karmelu 70 g
- wosk Yankee Candle Cosy By The Fire

Zasady takie same jak ostatnio, czyli aby wziąć udział w rozdaniu wystarczy być publicznym obserwatorem bloga i wypełnić formularz zgłoszeniowy. Obserwatorzy sprzed rozdania otrzymują 1 dodatkowy los. Jeśli chcecie zwiększyć swoje szanse na wygraną możecie też dodatkowo:
- obserwować mój profil na Facebooku (+1 los)
- obserwować mój profil na Instagramie (+1 los)
- dodać mój blog do blogrola (+1 los)
- udostępnić informację o rozdaniu na Facebooku (+1 los)
- udostępnić informację o rozdaniu na Instagramie (+1 los)
- napisać notkę na blogu z informacją o rozdaniu (+1 los)
- zamieścić na blogu banner konkursowy (+1 los)



Rozdanie potrwa do 20 grudnia 2015 r. do godz. 23:59. Wyniki ogłoszę w ciągu 3 dni od zakończenia rozdania, zwycięzca będzie miał kolejne 3 dni na kontakt mailowy i przekazanie danych do wysyłki. Nagrodę wysyłam tylko na terenie Polski.

Życzę wszystkim powodzenia i udanej zabawy :)

Pozdrawiam,
Ania

68 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.

Blogmas: Pomysły na prezent dla niego do 100 zł

19:37 Ania 28 Comments


Po wczorajszym wpisie z pomysłami na prezent dla niej, dziś czas na pomysły na prezent dla niego

28 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.

Blogmas: Pomysły na prezent dla niej do 100 zł

19:49 Ania 56 Comments


Do świąt zostało już niewiele czasu, dlatego też serię blogmasowych wpisów zacznę od pomysłów na prezenty. Tego typu wpisy już od jakiegoś czasu pojawiają się na różnych blogach, często jednak propozycje, które można tam znaleźć sięgają nawet kilkuset złotych. Ja wyszłam z założenia, że jeżeli dysponujemy odpowiednim budżetem znalezienie idealnych prezentów dla naszych bliskich nie jest żadnym wyzwaniem. Problem pojawia się wtedy, gdy chcemy kupić upominek za odpowiednio niższą kwotę, dlatego też w swoim zestawienu ustaliłam limit 100 zł i spróbuję pokazać Wam, że fajny prezent nie musi kosztować fortuny.

Jako blogerka przede wszystkim urodowa, inspiracje prezentowe zacznę od kosmetyków, które podzieliłam na dwie kategorie: kolorówkę i pielęgnację. Oczywiście zestawy kosmetyczne znajdziemy teraz praktycznie w każdym supermarkecie, ale można się też odobinę bardziej wysilić i wybrać coś z oferty marek o nieco mniejszej dostępności. Do kosztu prezentu dojdzie nam co prawda wtedy koszt wysyłki, ale przecież można namówić koleżankę do wspólnego zamówienia, prawda?
prezent dla niej
Jeśli chodzi o kolorówkę, bardzo fajne i niedrogie zestawy możemy znaleźć w Kiko. Na zdjęciu zestaw Twin Stars Nail Lacquer & Lipstick składający się z pomadki i lakieru do paznokci, dostępny w czterech wersjach kolorystycznych, ale znajdziecie też zestawy z balsamem i peelingiem do ust (KLIK), czy pomadką i kredką (KLIK). Dla miłośniczek malowania paznokci możemy wybrać jedną z dostępnych na rynku kostek lakierów Essie, tutaj akurat najnowsza zimowa kolekcja. Jeśli dysponujemy nieco większym budżetem, możemy sięgnąć po jeden ze świątecznych zestawów marki Clinique (KLIK) lub rozejrzeć się wśród oferty dwóch największych perfumerii w Polsce, czyli Sephory i Douglasa. Warto zaznaczyć, że decydując się na zakup kosmetycznego prezentu nie musimy ograniczać się do gotowych świątecznych zestawów. Firma Artdeco na przykład, wypuściła niedawno trzy przepiękne paletki cieni w neutralnych kolorach (KLIK), które z pewnością zachwycą niejedną miłośniczkę makijażu. Jeśli dobrze znamy osobę, dla której wybieramy prezent oraz jej gust zapachowy, możemy pokusić się o zakup perfum, tym bardziej, że w okresie przedświątecznym dużo sklepów organizuje naprawdę korzystne akcje rabatowe. Tu np. woda toaletowa Jimmy Choo 40 ml dostępna w Sephorze za połowę swojej wyjściowej ceny (KLIK).
prezent dla niej
Bardzo dużo marek kosmetycznych oferujących kosmetyki pielęgnacyjne również wprowadziło świąteczne zestawy dostępne w różnych przedziałach cenowych, dlatego warto zaglądać na ich strony internetowe i do sklepów stacjonarnych. Jedne z tańszych zestawów do pielęgnacji twarzy i ciała znajdziemy m.in. w ofercie Biolaven (KLIK) i Sylveco (KLIK).  Nieco droższe, ale też bardziej efektowne oferują m.in. Make Me Bio (KLIK) i Organique (KLIK). W The Body Shop (KLIK) znajdziemy pięknie zapakowane zestawy na każdą kieszeń. Możemy wybierać między produktami z nowej świątecznej kolekcji i tymi dostępnymi w regularnej ofercie. Bajecznie kolorowe prezenty oferuje również L'Occitane (KLIK). Moją uwagę przykuły przede wszystkim zestawy z linii Pierre Herme Paris o zapachu miód-mandarynka i rabarbar-grejpfrut. Dla miłośniczek aromatycznych kąpieli warto wybrać jeden z kolorowych zestawów umilaczy Bomb Cosmetics (KLIK). 
prezent dla niej

W tej kategorii umieściłam głównie różnego rodzaju gadżety urodowe. Najdroższym z wybranych przeze mnie gadżetów jest turban termalny (KLIK), spełnienie marzeń każdej włosomaniaczki. Najtańszym - skarpetki złuszczające (KLIK), pozwalające w łatwy i szybki sposób poprawić wygląd naszych stóp, które zwykle zimą traktujemy po macoszemu. Gąbeczka Beauty Blender (KLIK) to makijażowy klasyk, natomiast Blotterazzi (KLIK) to swoista nowość, mająca zastąpić tradycyjne bibułki matujące. Ciekawym i przystępnym cenowo gadżetem jest też rękawica do demakijażu Glov (KLIK), która usuwa każdy makijaż jedynie przy pomocy wody.
prezent dla niej

Fajnym i dość bezpiecznym prezentem będzie odpowiednio dobrana książka. Ja wybrałam tu jedne z najpopularniejszych pozycji, które z pewnością zainteresują każdą dbającą o siebie kobietę, i które sama z przyjemnością widziałabym na swojej półce, ale wy oczywiście możecie wybrać inne pozycje zgodne z zainteresowaniami osoby odbarowywanej.
prezent dla niej

Ubrania to prezent sam w sobie dość ryzykowny, ale i tu znajdziemy kilka bezpiecznych pozycji. Myślę, że każdą z nas ucieszy ładna piżama (KLIK), ciepłe kapcie (KLIK), słodkie skarpetki (KLIK), czy zabawny świąteczny sweter (KLIK). 
prezent dla niejKlasycznym prezentem dla kobiety, którego i tu nie mogło zabraknąć jest biżuteria. Która z nas jej nie kocha? Największe jubilerskie sieciówki takie jak Yes, Apart, czy W.Kruk oferują nam srebrne bransoletki (KLIK), kolczyki (KLIK) i pierścionki (KLIK) w bardzo przystępnych cenach i różnych wzorach do wyboru. Jeśli zaś szukamy biżuteri modowej, bardziej casualowej, która doda charakteru nawet prostej stylizacji, warto przejrzeć ofertę marki By Dziubeka, gdzie piękne bransoletki kupimy już za kilkanaście złotych (KLIK). 
prezent dla niej

Ostatnią kategorią jest homedecor, czyli wszelkiej maści dodatki dekoracyjne. Raczej unikałabym tu tzw. durnostojów, czyli przedmiotów, które pełnią funkcję czysto dekoracyjną i tylko zbierają kurz. Większość z nas je posiada, wiadomo, ale są to jedne z tych rzeczy, których ilość należy ograniczać, więc warto wybrać je samemu żeby w pełni trafiały w nasz gust i wpisywały się w styl naszego wnętrza. Na prezent lepiej wybrać coś, co nie tylko cieszy oczy, ale jest też funkcjonalne. Najprostszym i najtańszym rozwiązaniem będzie po prostu ładny kubek, z którego przyjmnie będzie się piło rozgrzewającą herbatkę. Możemy wybrać coś bardziej klasycznego i uniwersalnego, jak srebrny kubek ze zdjęcia (KLIK), albo postawić na motyw świąteczny (KLIK). Zmarźlucha na pewno ucieszy termofor w estetycznym i miłym w dotyku kubraczku. W zależności od stylu w jakim osoba, którą chcemy obdarować ma urządzone mieszkanie/pokój możemy wybrać utrzymany w odcieniach szarości termofor w śnieżynki (KLIK) lub wesołego renifera (KLIK). Szczęśliwe posiadaczki toaletki można obdarować gustownym stojakiem na biżuterię (KLIK) w neutralnym kolorze. Tym zaś, które toaletki nie posiadają, podwójnie przyda się elegancka szkatułka na biżuterię (KLIK), w której będą mogły bezpiecznie przechowywać swoje skarby. Ramka na zdjęcie (KLIK) to nieco oklepany klasyk, ale dobrze dobrana i podarowana od razu z wyjątkową fotografią w środku z pewnością wzruszy każdą sentymentalną duszę.

I to już wszystkie inspiracje prezentowe, które dla Was przygotowałam. Mam nadzieję, że ten wpis pomoże komuś z Was znaleźć idealny prezent dla mamy, siostry, przyjaciółki, dziewczyny, czy innej bliskiej Wam kobiety. A może prezenty macie już gotowe? Jeśli tak koniecznie podzielcie się w komentarzach swoimi pomysłami, może komuś jeszcze się przydarzą.

Pozdrawiam,
Ania

56 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.

Blogmas i wyniki jesiennego rozdania

17:29 Ania 35 Comments


Witajcie Kochani :) Zanim przejdziemy do wyników jesiennego rozdania, mam dla Was kilka ogłoszeń duszpasterskich.

Po pierwsze, mamy już grudzień. Być może większość z Was już to wie, ale zauważyłam, że blogerki lubią zachowywać się jakby posiadanie kalendarza było tylko im właściwym przywilejem, więc stwierdziłam, że nie będę gorsza i też Wam to powiem na wypadek, gdybyście jednak nie wiedzieli ;)

35 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.

Projekt denko listopad 2015

16:04 Ania 52 Comments


Po gigantycznym denku październikowym, zużycia listopadowe wypadają dość blado. Moja denkowa torebeczka była ledwie do połowy pełna, ale jak to mówią lepiej tyle niż nic, prawda? Zapraszam Was więc na szybciutki przegląd kosmetyków, które udało mi się wykończyć w tym miesiącu.
kosmetyki

52 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.

The Body Shop Frosted Plum i inne listopadowe nowości kosmetyczne

19:43 Ania 57 Comments


Listopad zbliża się ku końcowi, nadszedł więc czas by rozliczyć się z mniejszych i większych zakupowych grzeszków i pokazać Wam, co nowego pojawiło się w mojej kosmetyczce. 

Zacznijmy od The Body Shop i nowej limitowanej kolekcji świątecznej Frosted Plum. Jak wiecie, jestem ogromną fanką ich produktów do pielęgnacji ciała, więc nie mogłam przejść obojętnie obok tej nowości. Tradycyjnie zdecydowałam się na żel pod prysznic i masło do ciała, a do kompletu dobrałam jeszcze krem do rąk. Cała seria pachnie po prostu obłędnie, jeśli tylko macie dostęp do sklepów The Body Shop to zachęcam Was do wybrania się i poznania tego zapachu. Jeśli nie macie takiej możliwości, nie martwcie się, zbliżają się Mikołajki, więc coś na to zaradzimy ;)
kosmetyki the body shop

W listopadzie obchodziłam urodziny, a że zbiegły się one w czasie z oferowanym przez Sephorę rabatem -20%, postanowiłam wykorzystać okazję i sprawić sobie nowe perfumy. Po prawie dwóch godzinach łażenia, wąchania, rozmyślania i przestępowania z nogi na nogę, koniec końców zdecydowałam się na kolejną buteleczkę Chanel Chance Eau Tendre (KLIK). Jest wiele pięknych zapachów, ale to właśnie jest ten mój.
Przy okazji odebrałam swój urodzinowy upominek od Sephory w postaci trzech mini cieni do powiek w neutralnych kolorach.
chanel chance eau tendre

Od siostry na urodziny dostałam umilacze kąpielowe firmy Lush: bubble bar Big Bang i bath bomb Avobath. To będzie moje pierwsze spotkanie ze słynnym Lushem. Cieszę się, że w końcu będę miała okazję wypróbować coś z ich oferty na własnej skórze i już nie mogę się doczekać pierwszej wspólnej kąpieli :)
kosmetyki do kąpieli lush

W październiku wykończyłam glinkę ghassoul, a że moja skóra bardzo lubi glinki, więc zaraz na początku listopada udałam się do Organique po nową. Wybór padł na moją ulubioną glinkę białą (KLIK). Ci z Was, którzy śledzą mój profil na instagramie widzieli na pewno, że nasze pierwsze ponowne spotkanie nie przebiegło pomyślnie, a ja skończyłam ze strasznie zaczerwienioną i podrażnioną twarzą. Jak się okazało, najprawdopodobniej była to wina dodanego do glinki soku z aloesu. Nie wiem czemu tak się stało, wcześniej mieszałam już z nim glinki i nic takiego się nie działo, w każdym razie glinka rozrobiona ze zwykłą wodą jest całkowicie bezpieczna dla mojej skóry i z powodzeniem wróciłam do jej regularnego stosowania. Poza tym w salonie Organique skusiłam się jeszcze na regenerujące masło do ciała Anti-Age (KLIK) oraz balsam z masłem shea o moim ulubionym zapachu magnolii. W prezencie do zakupów dostałam urocze mydełko glicerynowe o bardzo apetycznym zapachu karmelu.
balsam z masłem shea organique

Jeśli chodzi o zakupy kosmetyczne w kategorii różne, to zakupiłam kolejne opakowanie mojego ukochanego płynu micelarnego Bioderma Sensibio H2O, nowy zmywacz z Inglota i zapas końcówek do korektora lakieru (KLIK). Na promocji w Naturze przygarnęłam też nową paletkę do brwi Catrice. Krem pod oczy Resibo zaskoczył mnie swoim końcem i praktycznie z dnia na dzień musiałam znaleźć mu zastępstwo. Stacjonarnie wybór mam niewielki, ale ostatecznie na fali poznawania marki zdecydowałam się na łagodzący krem pod oczy Sylveco (KLIK).
krem pod oczy sylveco

Na koniec coś z urodowych akcesoriów, czyli lokówka Remington z nowej linii PROtect. Jak zapewne pamiętacie, warsztaty włosowe marki zorganizowane podczas konferencji Meet Beauty pozostawiły po sobie pewnien niedosyt i chcąc go chyba zapełnić, Remington zdecydował się zorganizować dla uczestników warsztatów konkurs, w którym do zdobycia były właśnie lokówki, prostownice i suszarki PROtect prezentowane podczas warsztatów. Muszę przyznać, że spodobało mi się to, że marka nie pozostała obojętna na napływające zewsząd opinie i chciała się zrehabilitować, dlatego bez wachania do udziału w konkursie przystąpiłam. Cieszę się, że mi się poszczęściło, bo zakup lokówki chodził za mną już od jakiegoś czasu, a ta wygląda naprawdę pięknie i mam nadzieję, że równie dobrze będzie się spisywać. W przesyłce od marki znalazłam też turban do włosów, który wkrótce zastąpi pewnie mojego wysłużonego Turbie Twista.
remington protect

I to już wszystkie listopadowe nowości kosmetyczne. Dajcie znać, co Wam najbardziej wpadło w oko i jak pod względem nowości i zakupów kosmetycznych listopad wypadł u Was.

Pozdrawiam,
Ania

57 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.

Ulubieńcy listopada 2015

21:01 Ania 35 Comments


Ulubieńców na blogu nie było już dawno, głównie dlatego, że jeśli już mnie coś zachwycało, to były to pojedyncze produkty, które przecież miały swoje osobne recenzje, nie było więc sensu się powtarzać (tak było np. z kremem pod oczy Resibo). W listopadzie było/jest jednak inaczej i uzbierało się kilka produktów, które chciałabym Wam pokazać.
ulubieńcy listopada

35 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.

Masło do ciała Organique Anti-Age

09:00 Ania 42 Comments


Masła do ciała Organique są moimi drugimi ulubionymi mazidłami do ciała, zaraz po tych z The Body Shop. Niemal równie dobrze radzą sobie z moją ekstremalnie suchą skórą i równie pięknie, a może nawet piękniej pachną. Wybróbowałam już kilka różnych wariantów, z których jak dotąd najbardziej przypadły mi do gustu dwa: Sensitive oraz Kozie mleko i liczi. Dziś zaś, chciałabym opowiedzieć Wam o trzecim, który właśnie do nich dołączył.
organique anti-age

42 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.

Pat & Rub różana mgiełka do twarzy i ciała

18:56 Ania 44 Comments


Różaną mgiełkę do twarzy i ciała Pat & Rub zamówiłam jeszcze na samym początku sezonu letniego, jako alternatywę dla wody termalnej Uriage. Miałam ją nosić w torebce, by móc w każdej chwili spryskać twarz, przynosząc skórze odświeżenie i ulgę w czasie upalnego dnia. Prawda jest jednak taka, że tegoroczne lato było dla mnie nie do zniesienia i o ile tylko mogłam sobie na to pozwolić, nie wychodziłam z domu aż do wieczora. Okazji do używania mgiełki miałam więc nie wiele i kiedy nadeszła jesień, musiałam znaleźć jej inne zastosowanie.
nawilżająca mgiełka do twarzy

Mgiełka ma bardzo prosty i krótki skład, oparty przede wszystkim na  wodzie różanej i glukonolaktonie. Woda różana wykazuje właściwości tonizujące, oczyszcza i nawilża skórę, łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia. Glukonolakton jest kwasem z grupy PHA i naturalnym antyoksydantem. Wykazuje działanie silnie nawilżające, przyspiesza regenerację komórek, odżywia i ujędrnia skórę.

Skład: Rosa Damascena Flower Water, Gluconolactone, Calcium Gluconate, Sodium Benzoate.
Kiedy więc we wrześniu skończył mi się tonik łagodzący Pat & Rub, uznałam, że dzięki swoim właściwościom różana mgiełka z powodzeniem może mi go zastąpić i codziennie rano spryskiwałam nią umytą wcześniej żelem twarz. Muszę przyznać, że zgodnie z oczekiwaniami mgiełka spisała się bardzo dobrze. Naprawdę koiła wszelkie podrażnienia, łagodziła zaczerwienienia i pomagała utrzymać odpowiedni poziom nawilżenia. Czy zatem polubiłam ją bardziej od wspomnianego toniku? Nie, ale była dla niego fajną, pięknie pachnącą i wygodną w użyciu alternatywą.

Pozdrawiam,
Ania

44 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.

Zapach jesieni - Bath & Body Works Pumpkin Apple

16:00 Ania 34 Comments


W sklepach i na wielu blogach pomału rusza już świąteczne szaleństwo. Pojawiają się pierwsze dekoracje, inspiracje, pomysły na prezenty i choć sama kocham ten cały bożonarodzeniowy rozgardiasz, to jednak staram się mu jeszcze nie poddawać. Do końca listopada celebruję jeszcze jesień, postanowione. I w związku z tym celebrowaniem, przychodzę dziś do Was z recenzją miniświeczki Bath & Body Works o prawdziwie jesiennym zapachu.
świece bath and body works

Pumpkin Apple urzeka od początku. Już sam jej wygląd przykuwa uwagę i cieszy oko. Maleńki szklany słoiczek z barwną etykietą i uroczą metalową przykrywką w kolorze brązu z wytłoczonym liściem już sam w sobie jest przepiękną jesienną ozdobą. Zapach świecy to idealnie wyważone połączenie dyni, jabłka i rozgrzewających przypraw. Na pierwszy plan wysuwa się zdecydowanie jabłko, nieco kwaskowate i soczyste. Dynię czuć znacznie delikatniej, jakby była ona jedynie tłem dla jabłka, dodając mu odrobiny słodyczy. Przyprawy (cynamon i goździk) wprowadzają do kompozycji subtelną korzenną nutę, rozgrzewają i dodają całości odrobiny pikanterii. 

Świeca już w słoiczku pachnie dość intensywnie, a po rozpaleniu wypełnia swoim zapachem całe pomieszczenie. Jest wyraźnie wyczuwalna, ale absolutnie nie męcząca. Nawet mój mąż, który jest dość wrażliwy na zapachy, nie ma nic przeciwko by paliła się przez dłuższy czas.

Pumpkin Apple to moja pierwsza świeczuszka od Bath & Body Works, lecz z pewnością nie ostatnia. Jej zapach to dla mnie kwintesencja jesieni. Zakochałam się w nim od pierwszego powąchania, palę praktycznie co wieczór, a w ciągu dnia wielokrotnie podchodzę, by się nim choć raz zaciągnąć ;) Jeśli tylko będę miała taką możliwość z przyjemnością zakupię ją jeszcze raz, tym razem w większym rozmiarze.

A jeśli Wy również macie ochotę ją wypróbować, koniecznie weźcie udział w trwającym jeszcze jesiennym rozdaniu, w którym do wygrania jest właśnie m.in. miniświeczka Pumpkin Apple Bath & Body Works.

Pozdrawiam,
Ania

34 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.

Sylveco rumiankowy i tymiankowy żel do twarzy - porównanie

21:59 Ania 39 Comments


Po udanej przygodzie z żelem do twarzy Biolaven, naszła mnie chęć by wypróbować żele do twarzy Sylveco. Marka Sylveco posiada w swojej ofercie dwa żele do twarzy: rumiankowy i tymiankowy. Oba o prostych, krótkich składach, hipoalergiczne, oparte na jednym łagodnym i całkowicie biodegradowalnym środku myjącym (glukozyd laurylowy). Długo zastanawiałam się, którą wersję żelu wybrać, pytałam nawet Was o radę na Facebooku, ale że zdania były podzielone, ostatecznie postanowiłam wziąć obie i sama porównać, która lepiej się u mnie sprawdzi.
żel do twarzy sylveco

39 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.

Projekt denko październik 2015

20:11 Ania 67 Comments


Z poniedziałku przychodzę do Was z nieco opóźnionym październikowym projektem denko. Uprzedzam, będzie długo, bo trochę tego nazbierałam, więc przygotujcie sobie ciepłą herbatkę i zapraszam :)
glinka organique

John Masters Organics różany żel do mycia twarzy (KLIK) - mój absolutny ulubieniec. Ma genialny skład, jest niezwykle delikatny dla skóry, nie wysusza. Pozostawia skórę czystą, miękką i gładką, a stosowany regularnie pomaga poprawić jej wygląd. To była moja druga buteleczka i z pewnością nie ostatnia.

Phenome oczyszczająca maska do włosów (KLIK) - może nie jest to kosmetyk typu must have, ale przyjemny gadżet na pewno. Świetnie oczyszcza włosy i skórę głowy (po użyciu dosłownie mam wrażenie, że czuję jak mój skalp oddycha), przedłuża świeżość fryzury. W cenie regularnej raczej się nie skuszę, zwłaszcza, że w moim przypadku maska starcza na dosłownie kilka użyć, ale przy okazji jakiejś większej promocji na pewno.

Organique glinka ghassoul (KLIK) - najmniej lubiana przeze mnie z organique'owych glinek, przede wszystkim dlatego, że nie zauważyłam żadnego wpływu na przyspieszenie gojenia, czy ograniczenie tworzenia się zmian trądzikowych. Nie planuję powrotu, a jej miejsce już zajęła moja ulubiona glinka biała (KLIK).

Pat & Rub kawowy peeling do ust (KLIK) - działał bez zarzutu, ale przeszkadzało mi to, że zostawiał na skórze brązową maź. Zapach też nie do końca przypadł mi do gustu. Więcej po tą wersję już nie sięgnę. Teraz na jej miejsce wskoczyła słynna pomadka peelingująca Sylveco.
the body shop

The Body Shop truskawkowy żel pod prysznic - jeśli czytacie mnie regularnie to wiecie, że od żeli TBS jestem wręcz uzależniona i wracam do nich przy każdej możliwej okazji. Aktualnie zużywam miniaturkę z serii Smoky Poppy i już myślę o kolejnym zamówieniu. Jeśli też lubicie żele TBS, albo jeszcze ich nie znacie i chcielibyście wypróbować, pamiętajcie o jesiennym rozdaniu, w którym do wygrania jest jeden z nich.

The Body Shop kakaowe masło do ciała - gęsta konsystencja, przyjemny zapach, wygodne opakowanie i długotrwałe nawilżenie to główne cechy, za które cenię masła TBS, wszystkie po kolei. Wersja kakaowa nie była tu wyjątkiem i bardzo się polubiliśmy.

The Body Shop Smoky Poppy masło do ciała - miniaturka wygrana u Black Liner. Pojechała ze mną do Warszawy na konferencję Meet Beuty, a potem pełniła funkcję kremu do rąk domowego użytku. Nie do końca odpowiada mi mydlany zapach tej serii, ale działanie jak zawsze bez zarzutu.
wcierka jantar

Alterra szampon nawilżający z granatem i aloesem (KLIK) - bardzo przyjemny, niedrogi szampon. Do mycia głowy nie mogę stosować go zbyt czesto, bo przy dłuższym stosowaniu podrażnia mnie zawarty w nim alkohol etylowy, ale raz na jakiś czas daje radę. Świetnie sprawdza się też do mycia pędzli i to głównie w tym celu go stosuję.

Farmona Jantar wcierka do skóry głowy - kiedyś używałam jej bardzo regularnie, zużywałam opakowanie za opakowaniem i naprawdę widziałam efekty. To opakowanie zużywałam na raty przez kilka miesięcy, z czego prawie połowę zużyłam w październiku. Tyle wystarczyło, by znacznie ograniczyć wypadanie włosów, z którym borykałam się ostatnio. Zdecydowanie będę wracać.

Biovax Naturalne Oleje intensywnie regenerująca maska do włosów (KLIK) - jedna z moich ulubionych maseczek tej firmy. Dobrze nawilża włosy, sprawia, że są miękkie i lśniące. Zużyłam już kilka opakowań i z pewnością będę sięgać po kolejne.
różowa bioderma

Pat & Rub balsam wyszczuplający - w sumie nie wiem, czemu go kupiłam, bo generalnie nie używam tego typu produktów i tak wierzę w ich działanie. Chyba ogarnęła mnie jakaś chwilowa panika przed sezonem bikini ;) W każdym razie balsamu używałam jak mi się przypomni, więc nawet nie jestem w stanie Wam powiedzieć, czy cokolwiek ze skórą robi. Ale całkiem fajnie nawilżał, więc spoko.

Skinsept pur - płyn do odkażania skóry przed iniekcjami i zabiegami, ja stosowałam go do dezynfekcji pędzli, szminek i produktów w kamieniu. Zabija wszelkie możliwe paskudztwo. Jutro idę do apteki po nowe opakowanie :)

Bioderma Sensibio H2O - najlepszy micel i już. Zmywa wszystko, łącznie z wodoodpornym eyelinerem, a przy tym jest naprawdę delikatny dla skóry. Kolejne opakowanie w użyciu.

Paula's Choice Skin Perfecting 2% BHA liquid exfoliant (KLIK) - płyn z kwasem salicylowym, do codziennego mikrozłuszczania. Ładnie oczyszcza skórę, przyspiesza gojenie zmian trądzikowych i ogranicza powstawanie nowych, pomaga pozbyć się zaskórników. Zużyłam dwa opakowania i chętnie będę wracać. Aktualnie testuję tańszy odpowiednik z Mazideł, ale jak na razie szału nie ma...
tusz l'oreal feline

Bioderma Photoderm Max Fluide SPF 50+ - mój ulubiony filtr do twarzy, ktory towarzyszy mi już od lat. Nie tylko zapewnia mojej jasnej, wrażliwej na słońce skórze należytą ochronę, ale też nie zapycha, nie przyspiesza przetłuszczania i nie nasila zmian trądzikowych. 

Bioderma Cicabio Lotion (KLIK) - nie zużyłam go do końca i muszę wyrzucić, bo minął mu termin ważności. Płyn przeznaczony jest do sączących się zmian skórnych, osusza je i wspomaga gojenie. Był fajny, ale niemal identycznie działa puder w płynie do kupienia za kilka złotych w każdej aptece, więc raczej już nie wrócę.

Pat & Rub regenerujace serum do ust i okolic (KLIK) - jego też nie wymęczyłam do końca przed upływem daty ważności. Nie lubiłam stosować go na usta, bo nie odpowiadał mi jego posmak, a na okolicach ust się u mnie nie sprawdzał. Więcej nie kupię.

Resibo krem pod oczy (KLIK) - cudowny krem o lekkiej konsystencji, pięknym zapachu i świetnym działaniu. Doskonale nawilża i wygładza skórę, redukuje cienie pod oczami. Stosowany codziennie rano i wieczorem na całą okolicę oczu starczył mi na trzy miesiące. Z przyjemnością będę do niego wracać.

L'Oreal Volume Million Lashes Feline - nowa maskara, którą jakiś czas temu otrzymałam od marki w prezencie. Efekt na rzęsach dawała super: podkręcała, wydłużała, pogrubiała. Nie było mowy o sklejaniu, czy owadzich nóżkach. Trwała na swoim miejscu aż do demakijażu, bez kruszenia, rozmazywania, czy efektu pandy. Jedyne co mi w niej przeszkadzało, to na początku kruszyła się podczas zmywania, przez co drobne kawałki tuszu zawsze lądowały w moim oku powodując dyskomfort. Jednak po jakichś 2-3 tygodniach od otwarcia ten problem zniknął, więc się nie czepiam. Polecam i sama też z pewnością jeszcze po nią sięgnę.

Bath & Body Works antybakteryjny żel do rąk - małe, poręczne i estetyczne opakowania, piękne zapachy i fajne działanie to niewątpliwie atuty żeli BBW. Ja je absolutnie uwielbiam i staram się zawsze mieć pod ręką. Jeden z takich żeli możecie wygrać w trwającym rozdaniu.
róż inglot 72

Revlon masełko do ust w odcieniu Sweet Tarte - to był kompletnie nie trafiony zakup. Cały czas chodził mi po głowie zupełnie inny odcień, ale coś mnie podkusiło i w ostatniej chwili zmieniłam zdanie. Seet Tarte na zdjęciach w internecie wydawał się być całkiem przyjazny, na żywo jednak był dla mnie zbyt "agresywny". Po kilku nieudanych podejściach, spędził swój żywot w czeluściach szuflady, aż w końcu podczas ostatnich porządków odkryłam, że zaczął zmieniać zapach i czas się rozstać.

Inglot róż do policzków w odcieniu 72 (KLIK) - to było moje drugie opakowanie tego różu, jak widać z całkiem sporym zużyciem. Bardzo go lubiłam, ale że moja kolekcja róży nieco się rozrosła na przestrzeni ostatnich dwóch lat, nie zdołałam zużyć do końca. Jeśli szukacie delikatnego różu o chłodnym odcieniu, to warto mu się przyjrzeć.

EOS balsam do ust - słynnych jajeczek zużyłam już całą wytłaczankę, ale wersję miętową miałam po raz pierwszy. Wygrałam ją jakoś koło Wielkanocy na fanpage'u sklepu ezebra.pl i muszę przyznać, że wbrew moim obawom przypadła mi do gustu, zajmując drugie miejsce tuż za truskawkowym sorbetem.
krem bb

Na koniec jeszcze kilka próbek i miniaturek:

Pat & Rub szampon do włosów ciemnych - szampon, jak szampon, zły nie był, ale szału nie robił. Żadnego wpływu na kolor włosów nie zauważyłam po tych kilku użyciach. Zakupu nie planuję, jeśli już, to bardziej kusi mnie odżywka.

Pat & Rub hipoalergiczny olejek do kąpieli - ilość niestety była zbyt mała by w pełni przetestować jego właściwości. Po dodaniu do wody praktycznie zginął w wannie, tworząc niemal roztwór homeopatyczny. Ale być może kiedyś się skuszę na pełny wymiar, bo lubię zapach tej serii.

Dr G Gowoonsesang Sensitive+ krem BB - o ile wersję Super Light Brightening Balm kocham i wielbię, o tyle wersja Sensitive była wielkim rozczarowaniem. Do zakupu miniaturki skusił mnie kolor - idealnie jasny, bez charakterystycznych dla wielu kremów BB sinych tonów. Niestety, poza kolorem w kremie nie pasowało mi nic. Rzadka konsystencja i słabe krycie to coś, co jeszcze można wybaczyć. Najgorsze było to, że krem jakby w ogóle nie stapiał się z cerą i już bezpośrednio po nałożeniu (Beauty Blenderem, palcami, wszystko jedno) wyglądał jakby był zważony. Zakupu oczywiście nie będzie.

Armani Si - próbka otrzymana podczas jakichś zakupów w Sephorze. Zapach nie przypadł mi do gustu, a przynajmniej nie na tyle by wzbudzić chęć zakupu buteleczki.

Nuxe Hiule Prodigieuse - o wersji z drobinkami pisałam już Wam TUTAJ, miniaturkę bez drobinek zużyłam do olejowania i zabezpieczania końcówek włosów. W obu tych przypadkach spisała się super. Być może skuszę się kiedyś na pełne opakowanie.

Jeśli dotrwaliście do końca, to należą Wam się gratulacje :) Dajcie znać, jak tam Wasze październikowe zużycia.

Pozdrawiam,
Ania

67 komentarze:

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.