Korektor lakieru do paznokci

13:54 Ania 14 Comments

Malowanie paznokci nigdy nie było moja mocną stroną. Zajęcie to wymaga bowiem niemal chirurgicznej precyzji, której mi niestety brakuje, w związku z czym zawsze oprócz paznokci miałam pięknie umalowane skórki. Radziłam sobie z tym za pomocą patyczka do uszu nasączonego zmywaczem, ale nie było to rozwiązanie idealne, gdyż patyczek często okazywał się po prostu za szeroki i albo nie docierał w niektóre miejsca, albo kończyło się tym, że oprócz emalii ze skórek, zmazywałam również fragment paznokcia. Tak więc w moim przypadku, korektor lakieru Inglota okazał się prawdziwym wybawieniem.



Korektor ma formę pisaka z ukośnie ściętą końcówką, która umożliwia dokonanie nawet najbardziej precyzyjnych poprawek.


Same poprawki przebiegają bardzo szybko i sprawnie. Pisak wygodnie leży w dłoni, a końcówka jest dobrze nasączona zmywaczem, który nie tylko łatwo usuwa lakier ze skórek, ale podobnie jak wszystkie produkty do paznokci Inglota nie zawiera szkodliwych substancji takich jak toluen, formaldehyd, ftalan dibutylu, czy kamfora.


W opakowaniu oprócz samego pisaka, znajdziemy również dwie zapasowe końcówki. Częstotliwość ich wymiany to sprawa bardzo indywidualna. Wszystko zależy od tego jak dużych poprawek dokonujemy i jakiego lakieru używamy (wiadomo, że przy ciemnych emaliach końcówka będzie wymagała wymiany wcześniej, niż w przypadku nudziaków). Sama wymiana przebiega bezproblemowo. Wystarczy chwycić końcówkę i pociągnąć, a potem włożyć nową. 


Zapasowe końcówki bez problemu dostaniemy w Inglocie, w cenie ok. 5 zł/ 10 szt. Sam korektor natomiast to koszt ok. 20 zł/ 4 ml.

Dzięki temu produktowi, malowanie paznokci przestało być dla mnie męczarnią, coraz częściej i chętniej sięgam po kolorowe emalie. Jeśli więc i Wy cierpicie na zespół trzęsących łapek, to serdecznie Wam go polecam.


Zobacz także:

14 komentarzy:

  1. Mam taki z Top Choice i od ponad roku jeszcze nie wymieniłam w nim końcówki (a ma 3 w zapasie). Bardzo fajny produkt i już nie wyobrażam sobie, żeby miało go nie być w mojej "kosmetyczce".Fajnie że Inglot też coś takiego oferuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rok czasu na prawdę bardzo długo:) Ja już jedną wymieniłam, ale tylko ze względu na zdjęcia, żeby takiego brudaska tu nie pokazywać:)

      Usuń
  2. W sumie to mnie zachęciłaś :) Już dawno miałam sobie taki korektor sprawić, bo zawsze zalewam skórki, ale w kółko jakieś wydatki były :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się w takim razie:) Z wydatkami niestety tak jest, że nawet jak człowiek coś zaplanuje, to one i tak lubią wyskakiwać w najmniej spodziewanym momencie...

      Usuń
  3. Trochę się namęczę z patyczkami, ale już się przyzwyczaiłam. Korektor kusi i kusić będzie, ale czy go kupię jeszcze nie wiem :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałam całe lata temu ten pisak i wtedy mnie zawiódł. W zastraszająco szybkim czasie wysechł i zmiana końcówek nic nie pomagała. Może kiedyś się na niego skuszę ponownie. Czasami takie korektory są nieocenione :)

    OdpowiedzUsuń
  5. mnie też coś takiego by się przydało, w szczególności do prawej ręki, która jest zawsze obciapkana lakierem :D

    OdpowiedzUsuń
  6. zapas takich pisaków u mnie w domu, to podstawa :) choć kiedyś też sobie radziłam patyczkiem, to pisak okazał się zbawieniem :)

    OdpowiedzUsuń
  7. O tak, to jest coś czego mi potrzeba :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja do poprawek używam patyczków do korekty makijażu (zaostrzonych) z Cleanic nasączonych zmywaczem. Z resztą te same patyczki służą mi też do nakładania olejku rycynowego na rzęsy :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam taki korektor zakupiony w Rossamnnie i całkiem nieźle sobie radzi. Chętnie zaopatrzę się w ten z Inglota, gdy mój pójdzie w odstawkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam podobny produkt ale przeznaczony do wycierania niedociągnięć po tuszu do rzęs. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiedziała, że do tuszu do rzęs też jest takie coś:) Z maskarą dalej radzę sobie za pomocą zwykłego patyczka;)

      Usuń
  11. Kiedyś miałam z taki pisaczek z Donegala, ale nie byłam do końca z niego zadowolona ;)

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku! Skoro trafiłeś na mojego bloga, będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i podzielisz się swoją opinią :) Jednocześnie informuję, że komentarze obraźliwe, świadczące o nie przeczytaniu artykułu lub służące wyłącznie autoreklamie będą usuwane.