Herbaciane zapachy Yankee Candle | White Tea, Jasmine Green Tea, Camomile Tea

07:00

Herbaciane zapachy Yankee Candle | White Tea, Jasmine Green Tea, Camomile Tea

świece yankee candle o zapachu herbaty

Są takie zapachy, obok których nie potrafię przejść obojętnie, i które kocham w niemal każdej postaci. I tak jak jesienią z uporem maniaka mogę kupować świece o zapachu jabłek, tak wiosną i latem uwielbiam sięgać po świece o zapachu... herbaty.

Herbaciane zapachy bardzo mnie relaksują zapewniając swoistą aromaterapię, a do tego zwykle są lekkie i świeże, dzięki czemu doskonale sprawdzają się w cieplejsze dni. Dziś chciałabym opowiedzieć Wam o trzech pięknych herbacianych zapachach Yankee Candle w mojej kolekcji - White Tea, Jasmine Green Tea i Camomile Tea. Zapraszam na recenzję :)

Herbata zielona

Yankee Candle Jasmine Green Tea


yankee candle jasmine green tea blog recenzja

Opis zapachu


Delikatna i romantyczna mieszanka słodkiego jaśminu i łagodnej zielonej herbaty z nutami bergamotki i cytryny.

Moja opinia o Jasmine Green Tea Yankee Candle


Na Yankee Candle Jasmine Green Tea polowałam długo. Zapach jest naprawdę piękny, więc raz, że nie często ktoś chciał się go pozbyć, a dwa, że jak już się pojawił na grupie sprzedażowej to znikał w mgnieniu oka.

Świeca pachnie świeżo, odprężająco i delikatnie kwiatowo. Najmocniej czuć w niej bowiem liście zielonej herbaty i kwiaty jaśminu, dopiero gdzieś nieco w tle majaczy subtelna cytrusowa nuta.

Moc średnia. Zapach jest wyczuwalny, ale raczej delikatnie, tworząc w pomieszczeniu przyjemnie relaksujące tło.


Herbata biała

Yankee Candle White Tea


yankee candle white tea blog recenzja

Opis zapachu


Delikatny, relaksujący aromat białej herbaty z kilkoma kroplami cytryny.

Moja opinia o White Tea Yankee Candle


Yankee Candle White Tea to zapach, który jeszcze do niedawna był dostępny w regularnej sprzedaży. Na listę zapachów wycofanych trafił dopiero w tym roku, a dorwanie dużego słoja już staje się coraz trudniejsze (woski znajdziecie jeszcze bez większych problemów).

White Tea Yankee Candle to po prostu zapach herbaty z cytryną. Bardzo świeży i orzeźwiający, idealny nawet na bardzo ciepłe dni. Momentalnie poprawia nastrój i pobudza do działania.

Moc dobra. Świeca w czasie palenia jest wyraźnie wyczuwalna w całym pomieszczeniu. Nie męczy, nie przytłacza, nie narzuca się, ale też nie trzeba się jej doszukiwać. Dla mnie to taka moc w sam raz.


Herbatka rumiankowa

Yankee Candle Camomile Tea


yankee candle camomile tea blog recenzja

Opis zapachu


Cudownie kojący aromat rumianku i miodu przesiąknięty liśćmi herbaty i odrobiną cytrusowej skórki.

Moja opinia o Camomile Tea Yankee Candle


Yankee Candle Camomile Tea to zapach równie trudno dostępny co Jasmine Green Tea, choć w moim odczuciu nie jest tak uniwersalny i być może nie każdemu przypadnie do gustu.

Najsłodszy i najcięższy z tej trójki, pachnie świeżo zaparzonym rumiankiem. Wyraźnie czuć w nim też kwiatowo-miodową słodycz, dla mnie trochę w stylu Yankee Candle Honey Blossom.

Moc dobra. Zapach ładnie wypełnia pomieszczenie, tworząc w nim ciepłą, przytulną i kojącą atmosferę, idealną na chłodne, deszczowe wieczory.


świece yankee candle o zapachu herbaty białej, zielonej i rumiankowej

Bardzo żałuję, że aktualnie wszystkie wymienione wyżej zapachy mają status wycofanych i nie są już dostępne w regularnej sprzedaży. Trochę tego nie rozumiem, bo w moim odczuciu herbaciane zapachy należą nie tylko do najpiękniejszych, ale też najbezpieczniejszych, najbardziej uniwersalnych i zwykle powszechnie lubianych.

Mam nadzieję, że producent w końcu to dostrzeże i w ofercie marki znów pojawi się jakaś piękna herbatka. A tymczasem marzy mi się jeszcze uzupełnienie kolekcji o trzy inne wycofane herbaciane zapachy Yankee Candle: Early Sunrise, Tea & Honey oraz Blackberry Tea. Może kiedyś się uda, trzymajcie kciuki!

Pozdrawiam
Ania
Majowe konwalie | Yankee Candle Lily of The Valley

09:05

Majowe konwalie | Yankee Candle Lily of The Valley


Maj to kwitnące na matury kasztany, bez w przeróżnych odcieniach i oczywiście konwalie! Te ostatnie stały się inspiracją do stworzenia zapachu Yankee Candle Lily of The Valley, o którym chciałam Wam dziś nieco opowiedzieć.

Yankee Candle Lily of the Valley


yankee candle lily of the valley nowość 2019

Yankee Candle Lily of the Valley to zapach, który po raz pierwszy pojawił się w sprzedaży w latach 80. i teraz powrócił jako edycja limitowana w ramach jubileuszowej kolekcji 50th Anniversary.

Opis producenta


Zapach niczym ślubny bukiet z dodatkiem tradycyjnej lilii i subtelnych zielonych nut, świeży i zachwycający.

Nuty zapachowe


  • nuty głowy: konwalia
  • nuty serca: róża, konwalia
  • nuty bazy: piżmo

yankee candle lily of the valley 50th anniversary

Jak pachnie Lily of The Valley Yankee Candle?


Lily of The Valley to w moim odczuciu zapach prosty i nieskomplikowany. Świeca pachnie po prostu konwaliami i jest to zapach bardzo naturalny, wiernie odwzorowany. Świeży, kwiatowy, może odrobinę mokry, jakby bukiet konwalii świeżo wyjętych z wody. Kiedy postawiłam obok siebie świecę i przyniesione z rynku żywe kwiaty, byłam naprawdę zaskoczona podobieństwem zapachu. Dla mnie są one niemal identyczne!

Moc świecy Yankee Candle Lily of the Valley


Moc świecy określiłabym jako średnią w kierunku dobrej. Zapach może nie jest mocny, ale jest zdecydowanie dobrze wyczuwalny w całym pomieszczeniu, w którym pali się świeca.

Inne zapachy z 50th Anniversary Collection


yankee candle lily of the valley 2019

Jeśli lubicie konwalie i chcielibyście przez cały rok cieszyć się ich zapachem, to zdecydowanie warto przyjrzeć się świecy Yankee Candle Lily of The Valley. To też fajna alternatywa jeżeli macie w domu zwierzęta lub małe dzieci, bo pamiętajcie, że kwiaty konwalii choć piękne, mogą być też trujące.

Pozdrawiam
Ania

*Wpis powstał przy współpracy z Yankee Candle Polska
Nowości kwietnia: 3 świece i 3 kosmetyki

07:00

Nowości kwietnia: 3 świece i 3 kosmetyki


Tadam! Możecie być ze mnie dumni! Moje kwietniowe zakupy świecowe i kosmetyczne są tak skromne, że postanowiłam je połączyć i pokazać Wam w jednym, zbiorczym wpisie. W minionym miesiącu dołączyły do mnie tylko 3 nowe świece zapachowe i jedynie 3 kosmetyki, a więc naprawdę niewiele. Szczegóły poniżej, więc bez zbędnego przedłużania - zapraszam ;)

Yankee Candle Star Fruit & Orange


świeca zapachowa yankee candle star fruit & orange

Yankee Candle Star Fruit & Orange to jeden z dwóch zapachów, które upolowałam w kwietniu na grupie. Chodził za mną już od dawna i w końcu udało nam się spotkać. Pachnie przyjemnie i słodko. Zdecydowanie mniej cytrusowo i orzeźwiająco niż się spodziewałam, ale i tak myślę, że świetnie się sprawdzi na lato.

Yankee Candle Vineyard


świeca zapachowa yankee candle vineyard

Drugi upolowany na grupie zapach to kultowe winogronka Yankee Candle Vineyard, które kiedyś gościły już u mnie w mniejszym formacie. Uwielbiam ten zapach i cieszę się, że w końcu zdecydowałam się na powrót. Pachnie jak małe, słodkie, ciemne winogrona prosto z działki - coś wspaniałego! 🍇

Yankee Candle Salt Mist Rose


świeca yankee candle salt mist rose

Trzecia świeca, która w kwietniu pojawiła się w mojej kolekcji to Yankee Candle Salt Mist Rose z jubileuszowej kolekcji 50th Anniversary. Przepiękny zapach dzikich róż - lekki, świeży i w moim odczuciu bardzo dobrze odwzorowany. W ogóle nie przypomina babcinych perfum 😄

Feel Free krem do rąk


naturalny krem do rąk feel free

Po udanym pierwszym spotkaniu z kosmetykami Feel Free, nabrałam ochoty by poznać resztę asortymentu marki. Tym razem zdecydowałam się na regenerujący krem do rąk z olejem ze słodkich migdałów, olejkiem pomarańczowym, rumiankiem i witaminą E.

Yope Kwiat Lipy balsam do rąk i ciała


natiralny balsam do rąk i ciała yope kwiat lipy

Moim nowym mazidłem do ciała został w kwietniu naturalny balsam Yope Kwiat Lipy. Pachnie słodko, kwiatowo i bardzo naturalnie - jak przesycone zapachem kwitnącej lipy powietrze w ciepły, czerwcowy wieczór. Nawilża też bardzo fajnie, jest lekki i szybko się wchłania. Zdecydowanie się polubiliśmy.

Yope Orientalny Ogród szampon do włosów


naturalny szampon yope orientalny ogród

Po zachwycie odżywką, w kwietniu zdecydowałam się wypróbować również naturalny szampon Yope Orientalny Ogród. Uwielbiam zapach tej serii! Podoba mi się szata graficzna i wygodne opakowanie z pompką. Szampon dobrze się pieni, nie podrażnia skóry głowy i nie plącze włosów. Ukochanego szamponu Organique raczej nie przebije, ale pierwsze wrażenia jak najbardziej na plus.

I to już wszystkie moje kwietniowe zakupy. Jak widzicie nawet po zebraniu razem świec i kosmetyków nie wyszło tego dużo. I o ile kosmetyków i tak już nie kupuję dużo, o tyle tak małą ilością zakupionych świec sama byłam zaskoczona 😂 A jak tam Wasze kwietniowe nowości?

Pozdrawiam
Ania

Ile kosmetyków zużyłam w kwietniu? Projekt denko i garść minirecenzji kosmetycznych

07:00

Ile kosmetyków zużyłam w kwietniu? Projekt denko i garść minirecenzji kosmetycznych


W kwietniu bilans zakupy vs zużycia kosmetyczne wypadł korzystnie dla projektu denko. Kupiłam w zeszłym miesiącu niewiele, o czym zresztą niedługo będziecie mogli sami się przekonać we pisie z nowościami, za to moje zużycia kosmetyczne utrzymały się na stałym poziomie oscylującym w granicach ok. 10 produktów na miesiąc.

Ciężko mi oceniać czy jest to dużo czy nie dużo, bo jednak tempo zużywania różnych produktów to rzecz mocno indywidualna, ale generalnie tak to średnio u mnie wychodzi. A jeśli jesteście ciekawi jakie kosmetyki zdenkowałam w kwietniu i jaką mam o nich opinię po zużyciu całych opakowań, to zapraszam na kolejną odsłonę projektu denko i garść minirecenzji kosmetycznych.


Projekt denko - kwiecień 2019


kosmetyki naturalne do pielęgnacji twarzy feel free bio

Feel Free pianka do mycia twarzy


Pianka do mycia twarzy Feel Free bardzo przypadła mi do gustu. Miała świeży, nieco ogórkowy zapach i bardzo przyjemną kremową konsystencję. Była bardzo delikatna dla skóry, nie ściągała jej i nie wysuszała, pozostawiała buzię miękką i miłą w dotyku, a jednocześnie świetnie oczyszczała i zmywała makijaż. Na pewno będę do niej jeszcze wracać.

Feel Free odświeżający tonik do twarzy


Tonik do twarzy Feel Free przyjemnie odświeżał skórę, nie wysuszał jej i po wchłonięciu nie pozostawiał uczucia ściągnięcia. Nie zostawiał też na buzi żadnej wyczuwalnej warstwy, a mimo to miałam wrażenie, że ją delikatnie nawilża i sprawia, że jest miękka i miła w dotyku. Na dodatek fajnie łagodził podrażnienia i wspomagał gojenie stanów zapalnych. Drugie opakowanie już stoi w łazience.

mydło yope zimowe okruszki i maska biovax naturalne oleje

Yope zimowe okruszki naturalne mydło w płynie


Naturalne mydło w płynie Yope Zimowe Okruszki fajnie sprawdzało się zarówno do mycia rąk, jak i żel pod prysznic. Ze względu na swój naturalny skład, mydło Yope praktycznie w ogóle się nie pieni i jest naprawdę delikatne dla skóry dłoni. Dla mnie jest to szczególnie ważne, bo jak wiecie borykam się z AZS i często mam problem z mocno przesuszoną skórą i zmianami chorobowymi. Zapach tej wersji nieco mnie rozczarował, po nazwie liczyłam na coś słodszego i bardziej ciasteczkowego, ale do samego działania produktu naprawdę nie mogę się przyczepić.

L'biotica Biovax naturalne oleje maska do włosów


Biovax Naturalne Oleje to jedna z moich ulubionych maseczek w ofercie L'biotica. Dobrze nawilża włosy, sprawia, że są miękkie i lśniące. Zużyłam już kilka opakowań i z pewnością będę sięgać po kolejne.

kringle candle cashmere & cocoa, masło vianek i olej z pestek malin ministerstwo dobrego mydła

Vianek nawilżające masło do ciała


Nawilżające masło do ciała Vianek gościło u mnie już po raz kolejny. Trochę się marze przy aplikacji, ale za to obłędnie pachnie i świetnie nawilża nawet bardzo suchą skórę. Na pewno jeszcze będę do niego wracać.

Ministerstwo Dobrego Mydła olej z pestek malin


Olej z pestek malin od Ministerstwa Dobrego Mydła stosowałam na włosy i jako dodatek do glinek. Fajnie nawilżał, nie szkodził mojej tłustej, trądzikowej skórze. Włosy też całkiem fajnie wygładzał i ujarzmiał. Nie jestem specem od olejków, ale naprawdę go lubiłam.

Kringle Candle Cashmere & Cocoa


Chłodne, deszczowe dni kwietnia umilał nam w pracy daylight Kringle Candle Cashmere & Cocoa. Uwielbiam ten zapach! Wypaliłam już jeden duży słoik i w przyszłości nie pogardziłabym zapasem.

szampon organique i czarna marokańska maska planeta organica

Organique Anti-Age szampon do włosów


Szampon do włosów Organique Anti-Age to mój niekwestionowany ulubieniec! Delikatnie oczyszcza, dobrze się pieni, nie plącze włosów, nie powoduje swędzenia skóry głowy. Doskonale nawilża i wygładza włosy, nie muszę po nim stosować maski ani odżywki, a włosy dobrze się układają, są miękkie i miłe w dotyku.

Planeta Organica czarna marokańska maska do włosów


Czarna marokańska maska do włosów Planeta Organica cieszyła się swego czasu dużą popularnością wśród włosomaniaczek, ale na mnie niestety nie zrobiła wrażenia. Moje włosy strasznie się po niej puszyły i mimo, że były nawilżone i miękkie w dotyku, to jednak wizualnie przypominały stóg suchego siana. Więcej się nie spotkamy.

Tak prezentują się moje kwietniowe zużycia kosmetyczne. Od dawna już jestem na etapie, w którym nie mam zapasów kosmetycznych, a większość kosmetyków kupuję i zużywam na bieżąco, w związku z czym nie czuję nad sobą żadnej presji związanej z denkowaniem. Trochę inaczej sytuacja ma się w przypadku zapachów, ale i w tym kierunku poczyniłam już pewne kroki, o których mam nadzieję będę mogła napisać Wam za miesiąc. A jak tam Wasze kwietniowe zużycia?

Pozdrawiam
Ania
Podsumowanie i ulubieńcy kwietnia

09:00

Podsumowanie i ulubieńcy kwietnia


Z małym opóźnieniem, ale już są - ulubieńcy miesiąca! Ostatnie dni były dla mnie bardzo intensywne i ciężko było mi się zebrać do pisania i robienia zdjęć. Raz że miałam głowę zajętą czym innym, a dwa że byłam zwyczajnie, po ludzku zmęczona. Majówkę chciałam wykorzystać na odpoczynek i nadrobienie zaległości, ale plany planami, a życie życiem i wyszło jak zwykle. W każdym razie w końcu udało mi się usiąść i zebrać dla Was moich ulubieńców minionego miesiąca. Jeśli więc macie ochotę podejrzeć co takiego zachwyciło mnie w kwietniu, to serdecznie zapraszam do dalszej części wpisu :)

Bluza House i sukienka H&M



W kwietniu nieco odpuściłam sobie zakupy świecowe i kosmetyczne i wzięłam się trochę za swoją wiosenno-letnio garderobę, która zwyczajnie wymagała już odświeżenia przed sezonem. Udało mi się kupić kilka naprawdę fajnych rzeczy, które miałam na liście (m.in. wygodne spodnie, krótki kardigan czy jeansową katanę), ale spośród wszystkich poczynionych ubraniowych zakupów i tak najbardziej cieszą mnie różowa bluza House z napisem Nie bo nie oraz biała sukienka H&M. Uwielbiam je!

Kosmetyki Feel Free



Kosmetyki Feel Free są ze mną od końca lutego, ale że są dla mnie zupełną nowością i chciałam je dobrze poznać przed wydaniem opinii, więc dopiero teraz trafiają do ulubieńców. Po dwóch miesiącach stosowania z czystym sumieniem mogę je Wam polecić, szczególnie tonik i piankę do mycia twarzy. Mają fajne składy, miłe dla oka opakowania, przyjazne ceny i co najważniejsze, naprawdę dobrze się sprawdzają. Warto wypróbować!

Goose Creek Noah's Ark



Jeśli chodzi o świece i woski, to kwiecień zdecydowanie należał do nowego zapachu Goose Creek Noah's Ark. Wypaliłam już niemal cały wosk (została mi jedna kostka) i poważnie rozważam zrobienie zapasu lub zakup większego formatu. Zapach jest naprawdę piękny - perfumeryjny, ciepły, otulający. Idealny na poprawę nastroju w pochmurne, deszczowe dni, a tych w najbliższym czasie ponoć sporo nas czeka...

Rozpoczęcie sezonu balkonowego



Wolne dni przed Wielkanocą wykorzystaliśmy z mężem na przygotowania do nowego sezonu balkonowego. Odmalowaliśmy podłogę i płot, dzielący nas od sąsiadów, wypraliśmy koce, poduchy i pokrowce, zawiesiliśmy światełka, a także dokupiliśmy nowe roślinki i kilka drobiazgów. Zostało nam jeszcze odnowić stolik i krzesełka, ale tu wciąż waham się nad kolorem. Patrząc jednak w prognozy pogody, będę miała chyba jeszcze dużo czasu do namysłu 😂


Serial Santa Clarita Diet


W kwietniu oglądaliśmy z mężem trzeci sezon Santa Clarita Diet z prześliczną Drew Barrymore w roli głównej. Strasznie lubimy ten serial i choć trzeci sezon nie był tak zabawny jak dwa poprzednie to i tak wciągnęliśmy go w mgnieniu oka. Jeżeli jeszcze nie widzieliście, to serdecznie polecam by nadrobić!

I to już wszyscy moi ulubieńcy kwietnia, których chciałam Wam dziś pokazać. Dajcie znać jak Wam minął ten miesiąc, jakie perełki odkryliście i do czego szybciej biło Wasze serce :)

Pozdrawiam
Ania
Zapach dzikich róż | Yankee Candle Salt Mist Rose

11:38

Zapach dzikich róż | Yankee Candle Salt Mist Rose

duża świeca yankee candle salt mist rose

Jak już nie raz Wam na blogu wspominałam, generalnie nie lubię typowo roślinnych czy kwiatowych zapachów. Ale i od tej reguły zdarzają się wyjątki, jak chociażby zapach moich ukochanych frezji, czy... zapach róży!

W sumie nie wiem jak to się stało, że do tej pory w mojej świecowej kolekcji nie było żadnego typowo różanego zapachu. Mam co prawda kilka świec mniej lub bardziej nawiązujących do kwiatów róży, ale są to albo mieszanki róży z innymi dodatkami, albo zapachy mocno perfumeryjne, które choć piękne, to jednak zupełnie nie oddają uroku takiego czystego, różanego zapachu.

Na szczęście tuż przed świętami wielkanocnymi Zajączek przyniósł mi paczkę ze świecą, która jak się okazało doskonale wypełniła tą różaną lukę w moich zbiorach. Zapraszam na recenzję Yankee Candle Salt Mist Rose - najnowszej świecy z jubileuszowej kolekcji i jednego z najpiękniejszych różanych zapachów jakie w życiu wąchałam!

Yankee Candle Salt Mist Rose


yankee candle salt mist rose recenzja

Yankee Candle Salt Mist Rose to zapach z lat 90., wznowiony w ramach jubileuszowej kolekcji 50th Anniversary. 

Opis producenta

Piękny zapach delikatnych róż nad brzegiem morza

Nuty zapachowe


  • nuty głowy: słona mgła, trawa cytrynowa, goździk
  • nuty serca: geranium, róża, mięta, bazylia
  • nuty bazy: balsam, miód, drzewo sandałowe


yankee candle salt mist rose blog opinia

Zapach i moc


Salt Mist Rose to pozycja obowiązkowa dla wszystkich miłośników różanych aromatów. Świeca pachnie naprawdę pięknie! Dla mnie jest to czysty zapach kwiatów dzikiej róży (tak, właśnie dzikiej, nie takiej kwiaciarnianej) skąpanych w orzeźwiającej bryzie morskiego powietrza. Zapach jest lekki, świeży, miodowo słodki i prawdziwie kwiatowy. Nie ma absolutnie nic wspólnego z ciężkimi, babcinymi różanymi perfumami.

Wąchając go mam wrażenie jakbym w ciepły, letni wieczór spacerowała nadmorską alejką, wzdłuż której rosną kwitnące krzewy dzikich róż. Powietrze jest przesycone orzeźwiającą bryzą i zapachem  kwiatów, które wabią pszczoły swoją słodyczą. Coś pięknego!

Moc zapachu bardzo dobra. Świeca wypełniła różanym aromatem pół mojego małego mieszkanka, jeszcze za nim zdążyła na dobre dojść do ścianek.

kolekcja yankee candle 50th anniversary

Moja opinia o Salt Mist Rose Yankee Candle


Yankee Candle Salt Mist Rose to naprawdę piękny zapach, śmiało mogę powiedzieć, że jeden z lepszych, które do tej pory pojawiły się w ramach jubileuszowej kolekcji! Bardzo na niego czekałam od pierwszych zapowiedzi i absolutnie się nie zawiodłam. Właśnie tak pachnie obsadzona różami alejka nad brzegiem morza 🌹

Z doświadczenia wiem, że do różanych zapachów trzeba czasem po prostu dojrzeć z wiekiem. Jeżeli jednak jesteście już na tym etapie życia, w którym doceniacie piękno zapachu róży, to z czystym sumieniem mogę polecić Wam świecę Salt Mist Rose. Mnie absolutnie oczarowała i jestem pewna, że Was też chwyci za serce!

limitowany zapach yankee candle salt mist rose z jubileuszowej kolekcji 50th anniversary

Inne zapachy z jubileuszowej kolekcji 50th Anniversary


A jeżeli mielibyście ochotę powspominać trochę minione lata, to koniecznie zajrzyjcie na facebookowy profil Yankee Candle Polska. Do 12 maja trwa tam konkurs, w którym można wygrać nawet 3 duże świece z jubileuszowej kolekcji 50th Anniversary!

Pozdrawiam
Ania

*Wpis powstał we współpracy z Yankee Candle Polska
Dobre nie znaczy drogie | Kosmetyki naturalne Feel Free

07:30

Dobre nie znaczy drogie | Kosmetyki naturalne Feel Free

kosmetyki naturalne feel free

Kosmetyki naturalne Feel Free to kolejny dowód na to, że dobre kosmetyki wcale nie muszą być drogie. Produkty hiszpańskiej marki mają proste, naturalne składy, posiadają certyfikat Ecocert i nie są testowane na zwierzętach, a ich ceny wahają się w granicach kilkunastu-dwudziestu kilku złotych.

Sama swoją przygodę z marką rozpoczęłam nieco przypadkiem, kiedy podczas wizyty w Hebe mój wzrok przykuły proste, estetyczne opakowania z drewnianymi elementami. Na początek skusiłam się na trzy produkty Feel Free: piankę do mycia twarzy, tonik i krem pod oczy. I to właśnie o nich chciałabym Wam dziś opowiedzieć.

Feel Free Pianka do mycia twarzy


feel free pianka do mycia twarzy

Bardzo lubię pianki do mycia twarzy i tego typu produkty w przeszłości już nie raz przewijały się na moim blogu. Zwykle są one delikatniejsze niż żele i świetnie sprawdzają się do oczyszczania skóry podrażnionej np. stosowaniem kwasów.

Pianka do mycia twarzy Feel Free miała świeży, nieco ogórkowy zapach i bardzo przyjemną kremową konsystencję. Była bardzo delikatna dla skóry, nie ściągała jej i nie wysuszała, pozostawiała buzię miękką i miłą w dotyku. Jednocześnie mimo tej delikatności, skutecznie oczyszczała twarz i to nie tylko z pozostałości kosmetyków pielęgnacyjnych, sebum czy zanieczyszczeń z powietrza, ale też bez problemu zmywała mój dzienny makijaż, łącznie z tuszem do rzęs. Opakowanie starczyło mi na ok. 2 miesiące codziennego stosowania rano i wieczorem. Bardzo polubiłam ten produkt i na pewno będę do niego wracać.

Składniki aktywne

  • sok z aloesu - łagodzi, regeneruje i nawilża skórę
  • hydrolat lawendowy - wykazuje działanie łagodzące i antybakteryjne
  • ekstrakt z korzenia lukrecji - łagodzi stany zapalne, nawilża, regeneruje, wspomaga leczenie chorób skóry m.in. AZS
  • ekstrakt z korzenia prawoślazu - zmiękcza, nawilż, działa przeciwzapalnie
  • ekstrakt z cytryny - działa antyoksydayjnie, rozjaśnia, zwęża pory
  • ekstrakt z jabłka - działa antyoksydacyjnie, pobudza odnowę naskórka, poprawia elastyczność skóry

Skład INCI:
Aqua, Decyl Glucoside, Aloe Barbedensis Leaf Juice, Glycerine, Cocamidopropyl Betaine, Lauryl Glucoside, Lavendula Angustifolia Flower Water, Glycyrrhiza Glabra Root Extract, Althaea Officinalis Root Extract, Citrus Limon Fruit Extract, Pyrus Malus Fruit Extract, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Citric Acid, Parfum, d-Limonene, Linalool 


Feel Free Odświeżający tonik do twarzy


feel free odświeżający tonik do twarzy

Odświeżający tonik do twarzy Feel Free zamknięty jest w plastikowej butelce z uroczą drewnianą nakrętką. Kosmetyk ma lekko żółtą barwę i miły dla nosa świeży, ziołowo-cytrusowy zapach. Tonik przyjemnie odświeża skórę, nie wysusza jej i po wchłonięciu nie pozostawia uczucia ściągnięcia. Nie zostawia też na buzi żadnej wyczuwalnej warstwy, a mimo to mam wrażenie, że ją delikatnie nawilża i sprawia, że jest miękka i miła w dotyku. Na dodatek tonik fajnie łagodzi podrażnienia i wspomaga gojenie stanów zapalnych.

Na dowód mojej sympatii do toniku dodam tylko, że jakiś czas temu na promocji w Hebe kupiłam już drugie opakowanie. I z pewnością nie będzie ono ostatnim.

Składniki aktywne

  • sok z aloesu - łagodzi, regeneruje i nawilża skórę
  • ekstrakt z rumianku - łagodzi, działa antybakteryjnie i przeciwzapalnie
  • ekstrakt z tymianku - działa antyseptycznie i przeciwzapalnie
  • ekstrakt z cytryny - działa antyoksydayjnie, rozjaśnia, zwęża pory
  • ekstrakt z szałwi - działa antybakteryjnie, wspomaga gojenie wyprysków, zmniejsza łojotok i zwęża pory

Skład INCI: Aqua, Aloe barbadensis Leaf Juice, Glycerin, Propanediol, Chamomilla Recutita Flower Extract, Thimus Vulgaris Leaf/Flower Extract, Citrus Limon Fruit Extract, Salvia Sclarea Extract, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Citric Acid, Cellulose Gum, Parfum

Feel Free Antyoksydacyjny krem pod oczy


feel free antyoksydacyjny krem pod oczy

Antyoksydacyjny krem pod oczy Feel Free ma lekką konsystencję, łatwo się aplikuje i szybko wchłania, dobrze sprawdza się pod makijaż. Fajnie nawilża skórę i delikatnie rozjaśnia cienie. Może nie jest to krem do zadań specjalnych, ale osoby, które nie mają większych problemów ze skórą wokół oczu powinny być z niego zadowolone. Mi póki co taki kremik w zupełności wystarcza.

Składniki aktywne

  • sok z aloesu - łagodzi, regeneruje i nawilża skórę
  • hydrolizowany kwas hialuronowy - nawilża, wygładza, redukuje zmarszczki, poprawia elastyczność skóry
  • ekstrakt z kawy - działa przeciwstarzeniowo, stymuluje krążenie krwi, redukuje cienie
  • ekstrakt z rumianku - łagodzi, działa antybakteryjnie i przeciwzapalnie
  • ekstrakt z jabłka - działa antyoksydacyjnie, pobudza odnowę naskórka, poprawia elastyczność skóry
  • ekstrakt z cytryny - działa antyoksydayjnie i przeciwstarzeniowo, rozjaśnia
  • ekstrakt z mięty pieprzowej - działa łagodząco i przeciwzapalnie

Skład INCI: Aqua, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Glycerin, Polyglyceryl-2 Stearate, Oryza Sativa Starch, Glyceryl Stearate, Stearyl Alcohol, Propanediol, Hydrolyzed Hyaluronic Acid, Coffea Arabica Seed Extract, Chamomilla Recutita Flower Extract, Pyrus malus Fruit Extract, Citrus Limon Fruit Extract, Mentha Piperita Leaf Extract, Benzyl Alcohol, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Xanthan Gum, Citric Acid, Parfum, Limonene, Linalool

Podsumowując, pierwsze spotkanie z kosmetykami naturalnymi Feel Free uważam za udane i z pewnością będę jeszcze do produktów marki wracać. Ciekawa też jestem czy i Wy już mieliście z ich kosmetykami do czynienia? A może znacie jakieś inne marki kosmetyków naturalnych, których produkty są niezbitym dowodem na to, że dobre kosmetyki wcale nie muszą być drogie?

Pozdrawiam
Ania
Copyright © 2017 Po tej stronie lustra