Ulubieńcy miesiąca - Joico, Phenome, Bath and Body Works, John Masters Organics


Dzień dobry Kochani :) Maj pomału dobiega końca, a to znak, że czas na comiesięcznie podsumowania i ulubieńców miesiąca. Tym razem w zestawieniu znalazły się same produkty, które nie mają jeszcze swoich recenzji na blogu, więc tym bardziej zachęcam Was do uważnego czytania. W telegraficznym skrócie opowiem Wam, dlaczego je pokochałam i dlaczego warto po nie sięgnąć. Zapraszam :)
ulubieńcy maja

Yankee Candle Pink Dragon Fruit


Witajcie Kochani :) Nie wiem, jak Wy, ale ja już żyję dniem jutrzejszym i ambitnymi, weekendowymi planami. Zanim jednak znów ogarnie nas majówkowe szaleństwo, chciałam zaprosić Was jeszcze na recenzję zapachu Yankee Candle. Świeca Pink Dragon Fruit jest ze mną od niedawna i na pewno pojawi się jeszcze wśród majowych nowości, ale ponieważ jest to zapach miesiąca, który jeszcze przez kilka najbliższych dni objęty jest rabatem, pomyślałam więc, że może komuś z Was taka recenzja się przyda i pomoże podjąć decyzję, czy warto się na ten zapach skusić. Zapraszam :)
yankee candle pink dragon fruit opinie

Shiseido Luminizing Satin Face Color PK304 Carnation


Witajcie Kochani :) Przed nami wyjątkowo krótki tydzień, a po nim znów długi, majowy weekend. W połączeniu z piękną, słoneczną pogodą perspektywa ta zdecydowanie napawa optymizmem i mam nadzieję, że humory wszystkim dopisują :) Korzystając z tej radosnej aury, przychodzę dziś do Was z długo wyczekiwaną recenzją różu do policzków Shiseido, który trafił do mnie na początku kwietnia w ramach współpracy z perfumerią internetową PERFUMESCO. Jeśli też na nią czekaliście i ciekawi Was, jak ten produkt się u mnie sprawdził, to zapraszam do lektury :)
shiseido pk304 carnation
SHISEIDO LUMINIZING SATIN FACE COLOR to róż do policzków zapewniający efekt promiennej, zdrowo wyglądającej cery.  Jego wyjątkowa konsystencja ma za zadanie pozostawić skórę delikatną i jedwabiście gładką. Pudrowe cząsteczki doskonale się rozprowadzają, wygładzają i wyrównują strukturę skóry, a także pozwalają na swobodne budowanie intensywności koloru. Produkt dostępny jest w sześciu odcieniach, spośród których wybrałam dla siebie wariant PK304 Carnation.
shiseido pk304 carnation
shiseido pk304 carnation
Róż zamknięty jest w eleganckiej czarnej kasetce, która przychodzi do nas opakowana dodatkowo w czerwony kartonik. Wewnątrz kasetki znajduje się duże, poręczne lusterko oraz pędzelek. Sam róż ma niezwykle miękką, jedwabistą konsystencję. Jest drobniutko zmielony i dobrze napigmentowany. Mimo to, raczej trudno zrobić sobie nim krzywdę. Już jedno pociągnięcie pędzlem pozwala uzyskać, delikatny efekt naturalnego rumieńca. Dokładając kolejne warstwy możemy stopniować natężenie koloru, aż do uzyskania pożądanego rezultatu. 
shiseido pk304 carnation
shiseido pk304 carnation
Odcień który wybrałam to piękny, zgaszony róż, który pomimo dodatku brzoskwiniowych tonów, wciąż pozostaje utrzymany w chłodnej kolorystyce. Dzięki temu wydaje mi się bardzo uniwersalny i myślę, że świetnie się sprawdzi zarówno przy ciepłej, jak i chłodnej karnacji. Na buzi wygląda bardzo naturalnie i dziewczęco, jak najprawdziwszy zdrowy rumieniec. Nałożony rano, trzyma się cały dzień, aż do demakijażu w praktycznie nie zmienionej postaci.

Odkąd do mnie trafił jesteśmy praktycznie nierozłączni. Odcień PK304 Carnation okazał się dla mnie idealny na sezon wiosna-lato, pięknie ożywia moje blade lico i dodaje makijażowi świeżości. Wysoka jakość produktu i wygoda stosowania sprawiły, że codziennie rano sięgam po niego z prawdziwą przyjemnością, a eleganckie, minimalistyczne opakowanie cieszy moje oko za każdym razem, gdy otworzę swoją kosmetyczną szufladę.

Podsumowując, róż do policzków Shiseido sprawdza się u mnie znakomicie i zdecydowanie mogę go Wam polecić. Jest to pierwszy produkt tej marki w mojej kosmetyczce, ale z pewnością nie ostatni, bo po tak udanym początku znajomości, zdecydowanie nabrałam ochoty na więcej.

Pozdrawiam,
Ania




Skarpetki złuszczające Holika Holika


Przyznaję się bez bicia, że nie dbam regularnie o swoje stopy. Jest to jedna z tych czynności kosmetycznych, których zwyczajnie nie lubię i o ile w okresie letnim konieczność noszenia odkrytych butów nie jako zmusza mnie do poświęcenia swoim stopom nieco większej uwagi, o tyle w sezonie jesienno-zimowym najczęściej udaję, że nie istnieją i poza codziennym wcieraniem kremu i peelingiem od czasu do czasu, nie robię z nimi nic. Nie ma się więc co dziwić, że takie traktowanie po macoszemu odbija się na ich wyglądzie. Największym moim problemem są brzydkie zrogowacenia na piętach i pod paluchami, z którymi tarka, czy pilnik nie do końca sobie radzą, a które naprawdę potrafią przyprawić o kompleksy. Kiedy więc jakiś czas temu blogosferę opanował szał na skarpetki złuszczające, a dziewczyny pokazywały na blogach swoje pięknie odmienione stopy, postanowiłam spróbować tej metody u siebie. 
skarpetki peelingujące

Yankee Candle Strawberry Lemon Ice


Ci z Was, którzy obserwują mnie na instagramie wiedzą, że wczoraj miałam długi i stresujący dzień. Dziś wciąż jeszcze czuję się jakby mnie ktoś wyżuł i wypluł, dlatego w ramach odprężenia i relaksu zapraszam Was na pachnący wpis o limitowanym zapachu Yankee Candle Strawberry Lemon Ice.



10 kosmetyków, do których ciągle wracam


Nigdy nie miałam jakiegoś większego fioła na punkcie nowości. Nie podążałam ślepo za nowinkami, nie musiałam mieć każdej nowej kolekcji. Ale jak to kobieta, od czasu do czas coś szczególnie wpadnie mi w oko i czuję, że muszę to mieć. Najlepiej już, natychmiast. Tak jest w każdej dziedzinie życia, również tej kosmetycznej. Generalnie mam grono swoich ulubionych produktów, które dobrze się u mnie sprawdzają, i których raczej staram się trzymać, ale czasem ciekawość i chęć znalezienia czegoś jeszcze lepszego wygrywa. Wtedy nagle okazuje się, że produktu, który bardzo lubię nie miałam już od roku, bo w tym czasie koniecznie musiałam wypróbować jakieś wychwalane powszechnie nowości. Są jednak w mojej kosmetyczce również takie produkty, które są w niej zawsze. Po prostu. Kończy się jedno opakowanie, z automatu idę kupić lub zamawiam następne. I jest to dla mnie tak naturalne, jak codzienny zakup świeżego pieczywa. Te kosmetyki, to tacy cisi bohaterowie - skoro są zawsze, to często się ich już nawet bardzo nie zauważa, nie wspominając już o tym, żeby o nich mówić (bo przecież mowi się o tym, co nowe). Dziś chciałabym to nadrobić i poświęcić im te przysłowiowe 5 minut. Bo przecież to właśnie one najbardziej na to zasługują.

TAG: Mój zwierzęcy przyjaciel


Witajcie Kochani, dziś chciałabym zaprosić Was na tag - wyjątkowy, bo poświęcony mojemu zwierzęcemu przyjacielowi :) Ci z Was, którzy obserwują mnie na instagramie lub facebooku doskonale wiedzą o kim mowa - przed Wami mój przyjaciel pies :)